I'm still here..

..and I'm still crazy in love with you ♥

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Anastasia


Budzi mnie pukanie do drzwi. Niechętnie mówię "proszę" i w ten oto sposób zapraszam do środka Emily. Kobieta podchodzi do mnie ze smutkiem w oczach i lekkim uśmiechem na ustach. Dotyka mojego czoła i siada obok mnie.
-Jak się czujesz?
-Niezbyt dobrze, ale może jak wezmę prysznic i się jeszcze prześpię to będzie lepiej.
-Zrobię ci kanapki i gorącą czekoladę. Pewnie jesteś strasznie głodna. Nic dzisiaj nie jadłaś. Przyniosę za chwilkę, kochanie.
-Dziękuję.
Uśmiecham się lekko do kobiety, która opuszcza mój pokój. Nagle do pomieszczenia wparowuje bez pukania Zayn. Chłopak jest poddenerwowany i spięty. Rzuca się na moje łóżko i przygląda się mi.
-Stanowczo nie powinnaś pić. Źle to na ciebie działa. Muszę zadzwonić jeszcze do Scarlett, bo jak z nią jest tak samo, to wprowadzę wam zakaz picia na wszystkich imprezach. A właśnie, wpadnie do ciebie Justin. Martwi się o ciebie.
Pierwsze jego słowa wywołują u mnie uśmiech i przewrócenie oczami, ale wzmianka o Justinie sprawia, że nie wiem jak powinnam się zachować. Postanawiam udawać i wymyślić szybko jakąś wymówkę.
-Wyglądam okropnie. Nie sprowadzaj mi tu Justina, żebyście się mogli ze mnie pośmiać.
-Nawet o tym nie pomyślałem. No ale i tak wpadnie. - z dołu rozbrzmiewa dzwonek do drzwi - To pewnie on. Zaraz ci go przyprowadzę i jestem pewien, że poprze mnie co do twojego nie picia. - śmieje się...

Zayn


Po jej reakcji na Justina, widzę, że nie ma ochoty z nikim rozmawiać, czyli musi coś być na rzeczy. Mam nadzieję, że chłopak wyciągnie z niej prawdę, a jeśli nie, to chociaż pomoże jej wrócić do normy. Udawałem przed nią, że nie widzę jej podpuchniętych oczu i niechęci do wszystkich wokół, tak chyba czuła się dużo lepiej. Otwieram szybko drzwi i witam się z przyjacielem. Justin wita się z moimi rodzicami, a już po chwili wychodzimy na górę ze stosem kanapek i przygotowaną dla naszej trójki gorącą czekoladą. Zostawiam ich samych zabierając kanapkę i czekoladę pod pretekstem zadzwonienia do Scarlett, co w sumie i tak zamierzałem wykonać.
-Halo?
-Cześć mała. Jak tam po imprezie?
-Główka trochę bolała i jestem padnięta, ale nie ma źle.
-No to pobiłaś wszystkich, bo ja obudziłem się z cholernym bólem głowy, Justin chyba też, bo był jakiś nie w sosie, a Ana źle się czuje.
-Hahah, widzisz. Mówiłam, że bez dużej ilości alkoholu też da się dobrze bawić. - śmieje się...



Anastasia


-Po co przyszedłeś? - pytam chłopaka biorąc do ręki czekoladę i wypijając łyka.
-Bo się martwię o ciebie. Wiem, że to co usłyszałaś ode mnie nijak cię uszczęśliwia, ale musiałaś znać prawdę.
-Wolałabym jej nie znać.
-A ja się cieszę, że ją znasz, bo teraz mogę spróbować zrobić wszystko dla ciebie.
-O czym ty mówisz?
-Nauczę się kochać i poznamy się.
-Mówisz tak jakby to miało stać się za pięć minut od tak sobie po prostu.
-Proszę cię, pomóż mi.
-Po co ci to?
-Bo czuję, że nie jesteś mi obojętna. Jesteś inna i naprawdę chcę się zmienić dla ciebie. Nie mogę obiecać ci, że odtąd nie przelecę żadnej dziewczyny i będzie między nami jak w raju, ale się postaram. Ana, proszę cię. Bez ciebie mnie coś trafia. Mam ochotę rozwalić wszystko, a potem czuję się jak skończony dupek.
-A co jeśli będę chciała spróbować z kimś innym? Co jeśli nie chcę przekraczać granicy? Co jeśli nie chcę cię kochać?
-Już mnie pokochałaś.
-Co?
-Cierpisz, bo wiesz, że ja się nie angażuję, że dla mnie miłość nie istnieje, że puszczam się na lewo i prawo jak to ujęłaś. Cierpisz, bo mnie kochasz. Tylko boisz się tego przed sobą przyznać, bo to nie ma sensu. Wiesz, że mówię prawdę. Ale ja już się zaangażowałem, może nie w ten sposób, w jaki byś chciała, ale jednak. Nie byłoby mnie tutaj po raz drugi dzisiaj, gdyby było inaczej. Miłość istnieje, ale nie w tych wszystkich ludziach wokół, tylko w tobie. Temu jesteś dla mnie taka cenna. Może się puszczam, choć ja to inaczej nazywam, ale to przez kilka lat było we mnie. Nie rzucę tego od tak. Nie zmienię się za pstryknięciem palca. Przy mnie wiele się nacierpisz, dlatego przemyśl to na spokojnie. Zrozumiem każdą decyzję.
-Dobrze.
-A teraz idź wziąć prysznic. Wyglądasz jakby przejechał cię czołg.
-Dzięki. - odpowiadam uderzając go w ramię.
Chłopak przytula mnie i głaszcze po głowie. Czuję się przy nim tak dobrze. Jednak podjęcie decyzji w tej chwili, nie jest najlepszym pomysłem. Odciągam go od siebie i biorę ze sobą ciemnozielone krótkie spodenki i jasnozieloną koszulkę z Myszką Miki oraz świeżą bieliznę, a następnie wchodzę do łazienki. Biorę szybki prysznic i w końcu oddycham spokojnie. Wyglądam ciut lepiej. Ubieram się i suszę włosy, a po chwili wychodzę z pomieszczenia. Chłopak szuka czegoś na moim laptopie, a kiedy mnie widzi, tylko się uśmiecha.
-Co robisz? - pytam.
-Szukam jakiegoś fajnego filmu dla naszej trójki, bo pewnie Zayn za chwilę wpadnie. Jedz, bo słyszałem, że nic dzisiaj w ustach nie miałaś.
-Miałam. - odpowiadam wspominając nocną imprezę, z której wróciliśmy koło 3 w nocy.
-Nie mam na myśli alkoholu. - śmieje się.
Zjadam dwie kanapki i wypijam kubek gorącej czekolady. Niechętnie wychodzę z pokoju z pustymi kubkami i postanawiam wykonać jeszcze jedną porcję pysznego napoju z dodatkiem bitej śmietany i rurek waflowych. Biorę z szafki paczkę ciastek czekoladowych, chipsy i żelki. Wchodząc do pokoju, napotykam się na obu chłopaków śmiejących się z czegoś. Zayn rzuca się na moje żelki, czego nie potrafię odpuścić i mu je odbieram. W tej chwili zabiera mi je Justin.
-Ty jedz kanapki. - mówi ze śmiechem.
-To jakiś żart? Chcę moje żelki. - odpowiadam całkiem poważnie z miną zrozpaczonego dziecka.
-Dostaniesz jak zjesz. Śpiesz się. Tik tak tik tak tik tak. Czas ucieka. - mówi Justin.
-Jesteście chorzy.
-Raczej ty moja kochana mała alkoholiczko. - odpowiada Zayn, a ja uderzam go z łokcia w brzuch - Dobra dobra. Nic nie mówiłem. - dodaje ściskając brzuch.
-Co oglądamy?
-"Spring breakers"
-Ee.. Ale to bardziej dla dziewczyn.
-To się ciesz. - mówi Zayn.
-Co was tak wzięło? Choć nie, nie chce wiedzieć. - odpowiadam widząc plakat filmu z dziewczynami w bikini.
Przewracam oczami i siadam na łóżku. Oglądamy wszyscy film i co chwilę uderzam Zayna, który puszcza głupie komentarze o dziewczynach w nim grających. Justin w najlepsze śmieje się z nas. W pewnym momencie czuję jego dłoń na swojej. Lekko ją ściska i uśmiecha się nie odwracając wzroku od ekranu laptopa. Opieram głowę o jego ramię i oglądam dalej film. Po skończeniu siedzę przez chwilę w szoku. Jednak nie spodziewałam się takiego zakończenia. Chłopacy gadają zawzięcie o fabule i śmieją się w najlepsze. Spoglądam na zegar stojący na półce, który wskazuje dochodzącą północ.
-Dobra głupki, idziemy spać. Jutro szkoła. To znaczy ja idę spać, a wy róbcie co chcecie byle z dala ode mnie.
-Dobranoc siostra. Obudź mnie jutro, to może cię podwiozę i o dziwo sam trafię do szkoły. - śmieje się Zayn i daje mi buziaka w policzek.
-Dobranoc Ana. - puszcza mi oczko Justin.
-Dobranoc debile. - wypinam im język i kładę się spać.
Kiedy już powoli odpływam w krainę Morfeusza, budzi mnie pocałunek w czoło. Spoglądam na sprawcę, którym okazuje się być Justin. Przecieram oczy dłońmi z myślą, że mam przewidzenia, ale chłopak nadal nachyla się nade mną.
-Co ty tu robisz?
-Chciałem ci życzyć dobrej nocy w bardziej odpowiedni sposób, żeby ci się dobrze spało, a przy Zaynie na razie nie wypada. Więc dobranoc ślicznotko. - całuje mnie w policzek, a ja się uśmiecham.
-Dobranoc przystojniaku. I nie będziemy rozmawiać teraz o tym, że nazwałam cię przystojniakiem. - uprzedzam go, gdy otwiera usta i zaczyna się śmiać, a po chwili opuszcza pomieszczenie...


~~~~~~~~~~~~~~~~


Jeśli ktoś po tym rozdziale myśli, że teraz będzie cukierkowo, to może ma trochę racji, ale do czasu ^^ ;D Dziękuję za wszystkie komentarze i za to, że po prostu jesteście;* Pozdrawiam <33
Tagi: 11
02.05.2015 o godz. 16:47
Anastasia


Wiercę się na łóżku starając się zasnąć, ale po moich policzkach nadal nieustannie spływają łzy, a moje dłonie zaciskają się na kołdrze i poduszce. Mam ochotę krzyczeć z bezsilności.
"Czemu musisz tak na mnie działać? Jesteś siostrą mojego przyjaciela."
"Byłabyś w stanie mnie pokochać?"
"Chciałbym się kiedyś zmienić, żeby móc cię całować zawsze i nigdy nie zranić."
"Mam nadzieję, że kiedyś będę ciebie wart, a ty pocałujesz mnie wtedy równie namiętnie z tyloma uczuciami."
Odbijają się mi echem jego słowa w głowie. W końcu wstaję i wychodzę na balkon. Opieram się o barierkę, a łzy spadają długą drogą w dół. Siadam na fotelu bujanym i przykrywam się kocem. Łzy powoli przestają płynąć i w końcu zapadam w sen. Budzę się jednak z samego rana trochę zmarznięta. Biorę gorącą kąpiel. Spoglądam w lustro stojąc przed nim w samym ręczniku. Na policzkach znowu pojawiają się łzy. Siadam na podłodze i chowam twarz w dłoniach. To wszystko nie może być prawdą. Nie zakochaliśmy się w sobie. Więc dlaczego to tak boli? Dlaczego mam ochotę umrzeć? Dlaczego? Chwiejnym krokiem zmierzam do pokoju. Ubieram czarną bluzę i kremowe rurki. Wykonuję lekki makijaż, żeby zakryć ślady ledwie przespanej nocy i podpuchniętych od łez oczu. Włosy zostawiam rozpuszczone i schodzę na dół. Zakładam czarne trampki i wychodzę z budynku powoli zmierzając do kościoła. W końcu jest niedziela więc wypada się tam wybrać, a spoglądając na mój stan, to chyba najlepszy pomysł. Zajmuję miejsce w ostatniej ławce. Jestem trochę nieobecna i mam ochotę się rozpłakać. Kiedy tylko czuję spływającą łzę po policzku, szybko ją ścieram wierzchem dłoni i staram się skupić na słowach księdza. Po mszy wchodzę do pobliskiego parku i siadam na ławce w pobliżu fontanny. Obejmuję swoje nogi rękami i spoglądam na płynącą wodę w charakterystyczny sposób. Pozwalam łzom płynąć. Nie mam siły ich powstrzymywać. Wszystko się tak niesamowicie mocno skomplikowało. Mogłabym pomyśleć, że to wygłupy i chęć zaliczenia mnie, ale musiałabym być nieobecna w swoim ciele w tamtym momencie. Widok jego przepełnionych bólem oczu był straszny. Jego słowa brzmiały prawdziwie i mam dziwne wrażenie, że cierpiał. A z nim ja. Co teraz powinnam zrobić? Jak zachować się wobec Justina? Niektóre słowa z pewnością powinny zostać wczoraj przemilczane. Byłoby prościej, ale czy życie w kłamstwie jest lepsze? Czy łatwiej byłoby mi żyć, gdybym o jakichkolwiek uczuciach przekonała się później i nie wiedziała o jego uczuciach? To takie pokręcone.
"Ana, pogadajmy..." - wiadomość od Justina.
Nie odpowiadam na nią. Nie mam pojęcia, co miałabym mu powiedzieć, co zrobić. Nie może oczekiwać ode mnie cudów, że rzucę wszystko i polecę do niego. Nie chcę żyć na jego warunkach. To może zakończyć się tylko i wyłącznie cierpieniem. Nagle telefon zaczyna dzwonić, z niechęcią odbieram nie spoglądając na wyświetlacz.
-Halo?
-Ana, dzięki Bogu. Martwiłem się, że już nie będziesz chciała mnie znać. Spotkaj się ze mną, proszę.
-Spotkamy się w szkole. - odpowiadam ściszonym i zapłakanym tonem.
-Ana, ty chyba nie płaczesz, prawda?
Rozłączam się i wyłączam urządzenie. Wracam powoli do domu. Emily krząta się po kuchni przygotowując śniadanie, a Joe siedzi przed telewizorem i ogląda jakieś głupoty. Oboje spoglądają na mnie zaskoczeni. Emily podchodzi i przytula mnie.
-Myśleliśmy, że śpicie z Zaynem po imprezie. - mówi spokojnie Joe.
-Byłam w kościele, ale nie czuję się najlepiej. Nie zejdę na śniadanie, przepraszam.
-Nie szkodzi. Jak tylko będziesz czegoś potrzebowała to krzycz. Połóż się i prześpij. Oby to nie było jakieś przeziębienie lub co najgorsze grypa. Zaraz ci zrobię herbatkę z miodem i cytryną. Na pewno pomoże. - odpowiada Emily.
-Dziękuję.
Wchodzę na górę po schodach i zamykam się w pokoju. Jednak kiedy się odwracam, moje serce zamiera, a ja sama przez chwilę przestaję oddychać. Spoglądam przerażona na chłopaka siedzącego na moim łóżku i grającego cicho na mojej gitarze. To niemożliwe.
-Co ty tu robisz? - pytam.
-Chcę tylko z tobą porozmawiać i nie chcę, żebyś płakała. - odpowiada chłopak odkładając moją gitarę na bok.
-Emily za chwilę tutaj przyjdzie. Nie może cię tu zastać.
-Nie przejmuj się. Podejdź do mnie.
Nieśpiesznie wykonuję ruch w jego kierunku. Chłopak pokazuje mi gestem, żebym usiadła. Zajmuję miejsce obok niego i spuszczam głowę bawiąc się rękawem bluzy.
-Ana, to co powiedziałem było prawdą.
-Wiem. - mówię ze łzami w oczach.
-Co się dzieje? Powiedz mi. - obejmuje mnie ramieniem, a po chwili wtula w siebie.
-Zraniłam sama siebie. - odpowiadam ze łzami wypływającymi z oczu.
-Nie rozumiem.
-Zapytałeś, czy byłabym w stanie cię pokochać.
-No tak.
-A co jeśli jestem na skraju do tego uczucia? Co jeśli wystarczy przyznać się przed samą sobą do własnych uczuć? Co jeśli cię pokocham? - odpowiada mi głucha cisza - Wynoś się i zostaw mnie w spokoju.
-Ana, proszę.
-Nie. Wynoś się, bo inaczej zawołam Zayna lub kogokolwiek innego.
-Kochając mnie, zranisz siebie, ale chciałbym, żebyś mnie pokochała. Możesz nazwać mnie egoistą, ale niczego bardziej nie pragnę niż twojej miłości.
-Po co ci to? Żebym nie mogła cię zranić? Żebym nie mogła znaleźć kogoś kto mnie pokocha? Żebyś mnie ranił puszczając się na lewo i prawo? Tak, jesteś egoistą. Wynoś się.
W pokoju rozlega się pukanie. Justin całuje mnie w czoło i szepce ciche "przepraszam", a następnie po prostu wychodzi przez balkon. Kładę się na łóżku i przykrywam kołdrą z nadzieją, że Emily nie postanowi wejść do środka. Kobieta odpuszcza, a ja daję upust emocjom. Wylewam litry łez i czuję się z każdą sekundą coraz gorzej...

Justin


To nie miało tak być. Chciałem tylko, żeby była moja. Chciałem czuć się prawdziwie kochany. Chciałem być szczęśliwy, a w zamian za to czuję się jak skończony dupek. Uderzam z całej siły w drzewo, a już po chwili czuję okropny ból w ręce. Wbiegam do domu i rozwalam wszystko co staje mi na drodze. W końcu kopię w biurko i cała faza na niszczenie przechodzi. Czuję okropną bezsilność. Zraniłem dziewczynę, na której mi zależy. Co mam zrobić? Jak się zmienić? Proszę Boże, niech ona mnie pokocha, niech będzie moja...

Zayn


Z okropnym bólem głowy wstaję i łykam jakieś tabletki przeciwbólowe. Biorę prysznic i ubieram się w szarą koszulkę i ciemnoniebieskie jeansy. Schodzę na dół czując po drodze smakowite zapachy niedzielnego obiadu. Siadam razem z rodzicami do stołu, gdzie zaskakuje mnie nieobecność Any.
-Gdzie Ana?
-Śpi. Źle się czuje. Może coś ją zbiera. - odpowiada smutnym tonem mama.
-Zobaczę co z nią po obiedzie. - uśmiecham się do rodzicielki ciepło, co ona odwzajemnia.
Zjadamy posiłek i już po chwili jestem pod drzwiami pokoju dziewczyny. Pukam lekko, a następnie wchodzę do środka. Dziewczyna faktycznie nie wygląda zbyt dobrze, ale wydaje mi się, że nie chodzi tutaj o chorobę. Jej oczy są podpuchnięte od łez. Chwytam się za głowę i biorę głęboki wdech. Na pewno nie dowiem się prawdy od niej. Poprawiam jej kołdrę i zamykam cicho drzwi. Powiadamiam mamę o tym, że Ana śpi i pogadam z nią później, bo nie chcę jej budzić. Wychodzę z domu i dzwonię do przyjaciela.
-Co? - pyta Justin jak widać także w nie najlepszym stanie, ale u niego pewnie to wina kaca.
-Gówno. Będę u ciebie za 10 minut. Musimy pogadać.
Rozłączam się i zmierzam w kierunku domu kumpla. Zapalam po drodze papierosa i uśmiecham do kilku dziewczyn. Wchodzę do budynku i szukam chłopaka. Ten siedzi w salonie i ogląda jakieś bzdety w telewizji popijając piwo.
-Kac kacem, ale wyglądasz żałośnie.
-Dzięki brachu. To chciałeś mi powiedzieć?
-Nie, chciałem pogadać o Anie.
-To znaczy?
-Wydaje mi się, że coś się stało. Boję się, że ktoś jej coś powiedział albo zrobił, a nie chciałbym, żeby wróciła do tego stanu co kiedyś.
-Jakiego stanu?
-Dobra, powiem ci, ale ani słowa nikomu.
-Pewnie.
Opowiadam Justinowi historię dziewczyny, która trafiła na oddział psychiatryczny i jeszcze całkiem niedawno z niego wyszła. Wydaje mi się, że chłopak zbladł i go wcięło, ale w sumie ja pewnie wyglądałem podobnie, kiedy w końcu wysłuchałem ojca.
-Jeśli możesz, to pogadaj z nią. Mi nie powie nic. Może tobie się uda coś z niej wyciągnąć. Błagam cię, rodzice się martwią i ja też. A jeśli ona się znowu zamknie w sobie, to będzie musiała tam wrócić.
-Spoko, ale czemu ja? Co ze Scarlett?
-Nie wiem, czy Scar wie o wszystkim, a nie chciałbym stawiać ich obu w niezręcznej sytuacji.
-Dobra, wpadnę do niej wieczorem.
-Dopiero?
-Sam powiedziałeś, że śpi.
-No w sumie racja. Dzięki stary...

Justin


Kochana, młoda brunetka, która wydaje mi się od początku silną osobą z ogromem pozytywności w sobie, przeżyła tak wiele. Została zgwałcona, a ja jeszcze pierwszego dnia szkoły, chciałem ją po prostu przelecieć. Straciła wszystkich, których kochała. Trafiła do tego przeklętego psychiatryka. Gdybym wiedział o tym wszystkim, to zachowałbym się inaczej. Choć znając mnie, to niemożliwe. Jednak może odczekałbym sporo czasu, zanim wyznałbym jej prawdę. Jeśli ona mnie pokocha, to zranię ją. Gadam jeszcze z Zaynem, a potem on wychodzi zapewniając mnie, że wyśle mi sms jak tylko dziewczyna się obudzi. Muszę z nią pogadać. Tylko, co ja mam powiedzieć? Przepraszam? To chyba nie jest najlepsze słowo. Może warto pozostawić to rozwojowi wydarzeń. W sumie jeśli wyrzuci mnie z domu, to i tak nie będę miał szansy czegokolwiek powiedzieć, a wtedy Zayn dowie się prawdy i mnie zabije. Cóż, nigdy nie marzyłem o takiej śmierci, ale jeśli to jest konieczne, to niech będzie. Tylko niech ona poczuje się lepiej...

~~~~~~~~~~~~~~


Witajcie kochane;* 10 rozdział już jest:) Dzisiaj mija dokładnie 9 tygodni odkąd zaczęłam pisać tą historię i wiecie co? Nie sądziłam, że dochodząc do 10 będę miała jeszcze wiele pomysłów na to opowiadanie;> Mam nadzieję, że będziecie ze mną przez kolejne 10 rozdziałów, a nawet dłużej !! <3
Mam też nadzieję, że wszystkim, którzy pisali egzaminy gimnazjalne, poszło fantastycznie, a wasze wyniki będą rewelacyjne;*


good.png
Tagi: 10
26.04.2015 o godz. 11:33


Anastasia


Chłopak zbliża się do mnie z nadzieją na pocałunek, a ja się odsuwam. Widzę zaskoczenie wymalowane na jego twarzy. Uśmiecham się lekko.
-Nie tak szybko, tajemniczy nieznajomy. Może kiedyś. - daję mu buziaka w policzek.
Wchodzę do domu i opieram się o drzwi. Czemu ciągle mi czegoś brakuje? Przecież ten cały wypad do kina był niezły. Dobrze się bawiłam. Nick jest zabawny. Może trochę zbyt pewny siebie, ale przecież.. Eh, ściągam buty i czapkę. Po chwili wchodzę do kuchni, gdzie w najlepsze trwa rozmowa między Zaynem i Scarlett, którzy rzucają w siebie ciastkami czekoladowymi. Łapię jedno i zjadam je siadając na blacie szafek kuchennych.
-Widzę, że się już lepiej dogadujecie. - uśmiecham się do nich.
-Taa, twój braciszek przejawił trochę mądrości.
-Wow, a już myślałam, że wyrośniesz na kretyna. - śmieję się.
Zayn podchodzi do mnie i niespodziewanie oblewa wodą. Zaczynam piszczeć na cały dom. To samo spotyka Scarlett, która reaguje podobnie. W końcu nie mając nic do stracenia rzucamy się na Zayna, który staje się cały mokry. Jakimś cudem lądujemy wszyscy na podłodze. Do kuchni wpada Emily razem z Joe i przyglądają się nam rozbawieni kręcąc głowami w niedowierzaniu.
-Ej dzieci, dzieci. - mówi Emily.
-Jestem niewinny. - mówi Zayn spoglądając słodkimi oczkami na rodziców.
-Rozumiem cię synu, ale nie ma sprawiedliwości na tym świecie więc posprzątaj ładnie kuchnię. - odpowiada mu Joe z widocznym rozbawieniem.
-To powodzenia. - mówię do chłopaka zabierając paczkę ciastek, chipsów i dwa soki, a ten odpowiada mi morderczym spojrzeniem.
Wysyłam mu buziaka w powietrzu i razem ze Scarlett zmierzamy do mojego pokoju. Przebieramy się w suche rzeczy i zaczynamy opowiadać sobie nasze wieczory w towarzystwie chłopaków.
-Poszliśmy do parku ciut sobie dogadując wzajemnie. - zaczyna Scar.
-Jak was znam, to było to więcej niż ciut. - śmieję się, na co dziewczyna mi wtóruje.
-Oj tam. Usiedliśmy przy fontannie i zaczęliśmy gadać. Zayn przeprosił mnie za wszystko i w sumie miałam rację, że maczałaś w tym palce. - dopowiada oskarżycielskim tonem - Ale no cóż. Potem trochę żartowaliśmy i się wygłupialiśmy. Poszliśmy po moje rzeczy do mnie i znaleźliśmy się tutaj. Jakoś tak czas minął do twojego przyjścia.
-Czyli jest już dobrze?
-Tak mi się wydaje.
-Nadal go kochasz?
-Nie wiem. Nie chcę o tym myśleć. Niech będzie po prostu kumplem i bratem mojej przyjaciółki. Tak jest dobrze.
-Rozumiem.
-A ty jak tam?
-Było ok.
-Opowiadaj.
-Poszliśmy do kina na jakiś horror. W sumie ujdzie, choć wiesz, że ich nie lubię. Potem trochę się wygłupialiśmy i fajnie było.
-Ale?
-Jest taki pewny siebie, co naprawdę bywa irytujące, ale lubię go.
-O czymś mi nie mówisz.
-Chciał mnie pocałować, ale odsunęłam się.
-To zrozumiałe. Ledwie go znasz. Tak w ogóle to jak ma na nazwisko?
-Ee, nie wiem. Nie pytałam.
-I dziwisz się, że nie chciałaś go pocałować? - wybucha śmiechem dziewczyna, a ja rzucam w nią poduszką.
Włączamy film "Zostań, jeśli kochasz" i zatapiamy się w fabule. Co chwilę wycieramy ściekające łzy, a po skończeniu oglądania mój pokój wygląda jak pobojowisko z porozrzucanymi chusteczkami. Ogarniamy go trochę i zaczynamy grać w gry z puszczoną głośno muzyką. Wykonujemy parę fotek i w końcu zasypiamy nad ranem. Rano budzę się wykończona nocnymi zabawami. Biorę po cichu prysznic, żeby nie obudzić śpiącej dziewczyny. Ubieram czarne leginsy i szarą bluzę zakrywającą moje pośladki. Schodzę na dół i robię naleśniki z syropem klonowym na śniadanie oraz mocną kawę. Nakrywam do stołu, a już po chwili wszyscy się schodzą. Zjadamy je z wielkim apetytem. Zayn śmieje się z mojego i Scarlett wyglądu. Namawia nas do pójścia na imprezę. Rodzice chłopaka także przyłączają się do niego i już po chwili się zgadzamy. Ogarniamy mój pokój wspólnie z dziewczyną, a potem dodajemy zdjęcie z wczorajszej nocy na fb z opisem: "Wiecznie młode i ledwie żywe;D". W końcu dziewczyna żegna się ze mną, a ja schodzę na obiad. Po nim nadchodzi pora zastanowić się, co powinnam założyć na imprezę. W końcu stawiam na czarny, obcisły, krótki top oraz jasnozieloną, rozkloszowaną spódnicę. Do tego wybieram czarne botki na obcasach wiązane z przodu. Zadowolona z wyboru układam moje proste, czarne włosy i ubieram się. Wykonuję mocniejszy makijaż i spryskuję ulubionymi perfumami. Na dole spotykam gotowego do wyjścia Zayna i Scarlett.
-Jak wyglądam? - pytam.
-Jak laska, którą każdy chce mieć. - odpowiada Scar ubrana w czarną, krótką i obcisłą sukienkę z dużym dekoltem oraz czarne botki na obcasach.
-Wy chyba sobie ze mnie żartujecie. Nie mam ochoty robić za ochroniarza waszego. - komentuje Zayn z jak zwykle starannie ułożonymi włosami, w białej koszuli rozpiętej u górze i podciągniętymi rękawami do łokci oraz w czarnych spodniach.
-To idziemy już, czy czekamy na kogoś jeszcze? - pytam zwracając się do Scar.
-Jedziemy. Po drodze weźmiemy Justina, a reszta będzie w klubie, jak to stwierdził Zayn.
-Możecie się przebrać? - pyta chłopak wkurzony, że go olewamy.
-Możesz się zamknąć? Dziękuję. Chodź braciszku i nie narzekaj.
Chłopak kręci głową z niedowierzaniem i wsiadamy do taksówki. Nią podjeżdżamy pod wielką rezydencję Biebera. Sami mieszkamy w dość wielkim domu, ale jego rezydencja jest naprawdę spora. Chłopacy się witają, aż Justina wzrok ląduje na nas. Mierzy mnie wzrokiem z lekko otwartymi ustami.
-Wiesz, że tak ubrane będą zwracać na siebie uwagę wszystkich? - pyta Justin odrywając na moment wzrok ode mnie.
-Taa. Co ty nie powiesz? Ale zostałem przegłosowany i w dodatku mnie olały. - odpowiada Zayn z miną nadąsanego dziecka, któremu odmówiło się cukierka.



Podjeżdżamy pod klub i płacimy kierowcy. Fakt podjechania taksówką mając dwa ekstra samochody był dla mnie niezrozumiały, ale Zayn stwierdził, że nie chce zostawiać samochodu pod klubem, a raczej nikt nie będzie w stanie prowadzić. Zgodziłam się więc z nim, choć miałam cichą nadzieję na ponowne spędzenie czasu we wspaniałym Mustangu lub w jeszcze niesprawdzonym przeze mnie Lamborghini. Wchodzimy do klubu pomijając kolejkę. Zastanawia mnie ciągle fakt, jak to chłopacy robią, że choć nie mają 21 lat, to mogą pić i bawić się w tym klubie. Wchodzimy do ich loży, gdzie zapoznaję się z resztą chłopaków. Wydają się mili, ale i tak postanawiamy ze Scarlett zamówić drinki, a potem zatańczyć. Bawimy się dobrze, gdy nagle czuję czyjeś ręce na swojej talii. Odwracam się i widzę nikogo innego jak Nicka, który tutaj wygląda jeszcze bardziej seksownie. Odruchowo przygryzam dolną wargę. Uśmiecham się lekko i tańczę z chłopakiem. Muszę przyznać, że jest w tym niezły.
-Co tutaj robisz? - pyta w końcu.
-Jestem z bratem i przyjaciółmi. - odpowiadam nie chcąc tłumaczyć kto jest kim.
-Sprawię, że ich zgubimy i będziesz mogła ze mną zaszaleć.
-Nie wydaje mi się. - odpowiadam chłodnym tonem odsuwając się od chłopaka.
-Grzeczna dziewczynka, co? - uśmiecha się drwiąco i wtedy zauważam, że już ma sporo alkoholu we krwi, przez co postanawiam go zgubić...

Zayn


Kolejna noc w klubie. Tym razem jestem spokojny i nie mam ochoty się upijać przez kłótnie z Aną, czy wyrzuty sumienia związane ze Scarlett. Wypijam kilka kieliszków wódki i ruszam na parkiet. Podrywam jakąś seksowną brunetkę o imieniu Nina i już po chwili razem tańczymy. W oddali zauważam Scarlett, która przewraca oczami i wybucha śmiechem. Mimo woli odpowiadam jej tym samym. Zaliczam moją seksowną damę w łazience i podchodzę do Scar.
-Ładnie to tak śmiać się ze mnie? - mówię do niej z uśmiechem i zaciągam do tańca.
-Może nie, ale trudno było się powstrzymać. Była tak na ciebie napalona, że masakra. Mogłaby to z tobą zrobić nawet na tym parkiecie.
-Temu z tobą było ciekawiej i wolałem cię w swoim łóżku.
-Daj już spokój. To tylko seks, było minęło. - odpowiada ze śmiechem, a ja przypominam sobie słowa, których użyłem na pożegnanie.
-Wykraczałaś poza zasady. Miałem ochotę cię przelecieć wiele razy, ale to zawsze równa się z ryzykiem, że się dziewczyna przyczepi i nie odczepi, jak na przykład Kate.
-Nie wracajmy już do tego...

Justin


To jest chyba jakiś pieprzony żart. Miałem przyjść do tego klubu i pieprzyć jakąś laskę, a obserwuję najseksowniejszą dziewczynę, której nie mogę mieć. Wypijam kieliszek wódki i przyglądam się dalej dziewczynie udając, że słucham kumpli. Nagle mam ochotę zabić wszystkich wokół, gdy widzę jak jakiś frajer ją obejmuje, a ona odwraca się i uśmiecha do niego. Wstaję i zamawiam przy barze kilka mocniejszych alkoholi. Wypijam wszystko i podchodzę do jakiejś blondynki, która już po chwili mnie całuje i prowadzi do łazienki. Po skończonym szybkim numerku, podchodzę znowu do baru i wykonuję to co wcześniej. Mam już za dużo alkoholu we krwi i odruchowo podchodzę do seksownej brunetki, która patrzy na mnie z politowaniem.
-To dopiero początek wieczoru, a ty już się upiłeś. - mówi spokojnie Ana.
-Zatańczysz ze mną?
-Dobrze. - uśmiecha się i zaczynamy wolniejszy taniec.
-Wyglądasz mega seksownie.
-Dzięki, ale chyba jednak przesadzasz.
-Chciałbym.
-Co?
-Czemu musisz tak na mnie działać? Jesteś siostrą mojego przyjaciela.
-Justin, przestań. - odpowiada lekko poddenerwowana.
-Co mam przestać? Podobasz mi się i to nie tak jak te laski wokół. Podobasz mi się naprawdę.
-Nie powinieneś tego mówić. Między nami nic nigdy nie będzie. Nie umiesz kochać, a ja tego potrzebuję.
-To jedyny powód?
-Justin...
-Jedyny?
-Być może. Lubię cię, ale przez to wszystko ledwie się znamy. Poza tym twój świat jest inny, a mój inny.
-Byłabyś w stanie mnie pokochać?
-Skąd nagle cię wzięło na taką rozmowę? Jesteś pijany.
-Odpowiedz.
-Wolę nie próbować dla swojego dobra.
Spoglądam w jej głębokie oczy. Jej słowa bolą, bo ma przeklętą rację. Nie mogę się jednak powstrzymać i pod koniec piosenki całuję ją...

Anastasia


Na początku zaskakuje mnie sytuacja, ale już po chwili odwzajemniam pocałunek. Robi mi się bardzo gorąco, a moje serce bije jak oszalałe. Chłopak odrywa się ode mnie, co niezbyt mi się podoba, ale w tym momencie też dochodzi do mnie co zrobiłam. Spoglądam w jego smutne oczy.
-Chciałbym się kiedyś zmienić, żeby móc cię całować zawsze i nigdy nie zranić. - mówi cichym tonem cały czas patrząc mi w oczy.
-Justin...
-Cii, nic nie mów. Wiem wszystko, dałaś mi odpowiedź w pocałunku. Mam nadzieję, że kiedyś będę ciebie wart, a ty pocałujesz mnie wtedy równie namiętnie z tyloma uczuciami.
Chłopak głaszcze delikatnie mój policzek i całuje mnie w czoło, a potem po prostu przytula. Obejmuję go również, choć mam ochotę się rozpłakać. To tego mi brakowało w Nicku. Brakowało mi tych uczuć i Justina. Nie mogę uwierzyć, że mogłam cokolwiek poczuć w jego kierunku. Nie wiem, czy to miłość, ale lepiej się nad tym nie zastanawiać. Scarlett miała rację. Myśli mogą tylko wszystko skomplikować...

"Baby, I don't wanna end up like the Titanic..."


~~~~~~~~~~~~~~~~


Mam dzisiaj bardzo dobry nastrój więc postanowiłam dodać ten tak oczekiwany przez was rozdział;) Z dedykacją dla Ewelina12 ;* Dziękuję za wszystkie komentarze i przepraszam, że was wystraszyłam. Miałam na myśli bardziej Titanic uczuć, a nie śmierć;p Czasami przyznając się do własnych uczuć możemy skończyć jak Titanic.. Inspiracją do tego rozdziału była oczywiście piosenka "Titanic", w której się zakochałam;D Co myślicie o naszych bohaterach?
Co wydarzyło się między Aną i Nickiem? Czy Zayn i Scarlett mają szansę na przyjaźń? I co będzie z Justinem i Anastasią? Tego wszystkiego i więcej dowiecie się czytając to opowiadanie ^^ ;D
Ps. Mam nadzieję, że zaciekawiłam;* Miłego tygodnia Misiaki <3


ds.jpg
Tagi: 9
19.04.2015 o godz. 21:42
Anastasia


Wychodzę ze szkoły w nijakim nastroju. Odkąd trafiłam do niej, wszystko się komplikuje i coraz bardziej mam tego dość. Oczywiście w dużej mierze jest to zasługa chłopaka opartego właśnie o maskę pięknego granatowego z białymi pasami Mustanga Shelby. Być może jako dziewczyna nie powinnam, aż tak się zachwycać samochodem, ale należy on do jednego z tych, które mi się podobają. Na tym parkingu potrafię znaleźć tylko dwa samochody warte mojej uwagi. Jednak przejechanie się tym drugim graniczy z cudem. Dlaczego? Bo czarne Lamborghini Huracan należy do nikogo innego, jak Justina. Niechętnie podchodzę do Zayna i staję przed nim.
-Więc? - pytam chłodnym tonem.
-Pojedziesz ze mną do kawiarni? Pogadamy na spokojnie.
-To źli chłopcy odwiedzają kawiarnię? No no no, nie spodziewałam się.
-Daj już spokój i chodź.
Wsiadam do samochodu i zajmuję miejsce na wygodnym fotelu. Jedziemy jakieś 10 minut. Kiedy znajdujemy się pod odpowiednim budynkiem, wysiadamy i zajmujemy miejsce przy jednym ze stolików. Zamawiamy po kawie, a następnie czekam, aż chłopak rozpocznie rozmowę.
-Ana, wiem, że nawaliłem. Po prostu taki jestem.
-O co chodzi z kodeksem i czemu jestem w niego wplątana?
-Jesteś w niego wplątana, bo jesteś moją siostrą. Kodeks to tylko nazwa. Nie są to zasady spisane. Po prostu żyjąc niektórymi zasadami jest łatwiej utrzymać przyjaźń i dobrze się bawić. Jedną z zasad wprowadzoną jest, że żaden z moich kumpli nie może cię przelecieć. Dzięki temu nie ma sprzeczek, ani nic. Wpieprzyłbym każdemu, kto by cię zranił. Dlatego wyjątkiem jest miłość, ale to do tej pory się nie zdarzyło.
-Nie sądzisz, że to ja powinnam decydować o swoim życiu i o tym z kim się prześpię? Podobnie jak siostry twoich kumpli.
-Nie jesteś taka.
-Skąd to przekonanie?
-To widać. Inaczej zachowywałabyś się, gdybyś była taka jak inne. Nie chcę, żeby ktoś cię zranił.
-Scarlett nie jest taka jak inne i zraniłeś ją, więc?
-Wypiłem wtedy sporo. Scarlett wyglądała seksownie w tym klubie.
-Czyli jeśli dziewczyna wygląda seksownie, to możesz ją przelecieć, nie ważne, że nie jest dziwką?
-Nie. Nie chciałem tego. Dobra chciałem ją przelecieć, ale nie zranić. Wiedziałem, że się jej podobam, temu postanowiłem to zrobić. Myślałem, że nie będzie żałować.
-Wmawiałeś jej jakieś głupoty, że jest inna i tak dalej. Zgodziła się, bo była pijana i zakochana w tobie, a ty to wykorzystałeś. A po wszystkim się z nią pożegnałeś i koniec wielkich słów "jesteś inna".
Wszystko we mnie zaczyna się gotować. Czy on naprawdę jest taki głupi, czy tylko takiego udaje? Biorę głęboki wdech, żeby się uspokoić, a już po chwili biorę łyk ulubionej kawy - latte macchiato. Chłopak otwiera usta, a po chwili je zamyka i tak kilka razy.
-Masz rację, zachowałem się jak gnojek.
-To mało powiedziane. Nie pomyślałeś o tym, że powinieneś ją przeprosić?
-Chciałem, ale to nie w moim stylu.
-Twój styl jest do bani.
-Nie cierpię twojej szczerości. - przewraca oczami i bierze łyk czarnego płynu.
-Czemu jesteś wrogiem Mike'a?
-Byliśmy kiedyś kumplami. Należał do naszej paczki, ale zaczęło mu odwalać. Chciał ciągle z nami rywalizować, to znaczy głównie ze mną i Justinem. Wkurzał się, gdy przegrywał. Trener wybrał mnie na kapitana drużyny, a Justin został moją prawą ręką i tak jakby zastępcą. Mike chciał być lepszy więc na wszelkich meczach nie grał drużynowo. Wyleciał przez to. Trener o tym zdecydował, ale nie wybaczył mi i Justinowi, że poparliśmy tą decyzję. Drugim punktem takim większym było to, że Mike nie znosił tego, że większość dziewczyn oglądała się za mną albo za Justinem i też za innymi chłopakami. Próbował się odgrywać na nas i odszedł z paczki. Odtąd jesteśmy wrogami. Jak go znam, to pewnie wybrał sobie za cel przelecenie cię, żeby mi dokopać.
-Mogłeś mi wszystko powiedzieć wcześniej, a nie robić wielkie awantury na całą szkołę.
-Przepraszam. Jesteś moją siostrą, chcę cię chronić, zwłaszcza po tym wszystkim co przeszłaś. Nie zasługujesz na cierpienie.
-Więc przestań się tak zachowywać. Chcesz, żebym ci przebaczyła?
-Tak.
-Więc daj spokój z Mike'iem. Zaufaj mi, a jeśli będzie się do mnie przystawiał albo próbował czegokolwiek, to ci powiem. Nie mieszaj mnie w jakieś wasze kodeksy, zasady, itp. Powiedziałeś sam, że jestem inna więc nie mam zamiaru iść z żadnym z twoich kumpli do łóżka lub z pozostałą częścią chłopaków w tej szkole. Flirt, głupie żarty - ok, ale dla mnie bardziej liczą się uczucia. Wątpię, że się zakocham, a już tym bardziej w którymś z twoich kumpli. Nie kręcą mnie przygody z bad boyami. I najważniejsze.. Przeproś Scarlett. Nie na odczep się, ale szczerze żałując. To moja przyjaciółka, jest dla mnie jak siostra więc zalicz do tego swojego kodeksu też Scarlett.
-Dobrze. Nie masz mi za złe tego jaki jestem?
-Skoro taki jesteś to sobie bądź. Może kiedyś zmądrzejesz.
-Kocham cię siostrzyczko.
-Ja ciebie też braciszku.
-Więc może pójdziesz na imprezę w sobotę ze mną i chłopakami. Możesz wziąć Scarlett. Chyba przyda jej się normalna impreza, bo od tamtej na żadnej jej nie widziałem.
-Zwracałeś na to uwagę? - pytam z uniesionymi brwiami zaskoczona.
-No co ładna jest. Pij tą kawę i chodź, bo obiad za chwilę i jak nie dowiozę naszej kochanej Any, to mnie mama zabije. - śmieje się...

Zayn


Nie sądziłem, że będę zmuszony to zrobić. Wybieram numer do dziewczyny, którą zraniłem. Pierwszy sygnał, drugi...
-Halo? - słyszę radosny głos Scarlett.
-Cześć, tu Zayn. Chciałbym się z tobą spotkać dzisiaj wieczorem. Co ty na to?
-Zayn? Ee.. To nie jest najlepszy pomysł. - jej ton głosu zmienia się diametralnie.
-Chciałbym z tobą pogadać. Tylko tyle, proszę.
-No dobra. O której i gdzie?
-Wpadnę po ciebie o 18.
-Ok, to do zobaczenia.
Rozłączam się i biorę głęboki wdech. Jeszcze nigdy nie denerwowałem się tak podczas rozmowy z dziewczyną i to przez telefon. Choć no dobra, nigdy nie dzwoniłem w takich sprawach. Rozkładam się na łóżku i zakładam słuchawki na uszy, a już po chwili zatapiam się w muzyce...

Anastasia


" Umówisz się ze mną, piękna? " - Nick.
" Nie dajesz za wygraną? "
" Jesteś zbyt piękna, żeby dać;* "
" Dobra, dzisiaj o 18. Nie spóźnij się. "
" Dla ciebie wszystko;* "
Przewracam oczami i siadam na fotelu bujanym na balkonie. Zatapiam się w książce, gdy nagle słyszę nadejście kolejnej wiadomości. Przysięgam, jeśli to znowu ten idiota, to zrezygnuję ze spotkania. Biorę telefon do ręki i odczytuję wiadomość:
" Zayn się ze mną umówił. Chce pogadać. O co chodzi? " - Scarlett.
" Em, nie wiem. Baw się dobrze;) "
" Mam dziwne wrażenie, że maczałaś w tym palce -.- Pogodziliście się? "
" Ależ skąd;* Tak "
" Eh, nie wierzę ci. To super:) Jakieś plany na wieczór? "
" Umówiłam się z jakimś Nickiem. Nie daje mi spokoju. "
" Tajemniczy wielbiciel? Mam nadzieję, że go mi przedstawisz;p Baw się dobrze. Wpadnę wieczorem, to zrobimy sobie babski wieczór, co ty na to? "
"Pewnie;) Wpadnij koło 21 "
Rezygnuję z czytania książki i postanawiam wziąć kąpiel. Po długim odpoczynku w gorącej wodzie, układam staranie i suszę włosy. Spinam je w kucyka. Następnie zakładam szare rurki, białą koszulkę na szerokich ramiączkach i jeansową kamizelkę ze złotymi ćwiekami przy kołnierzu i kieszeniach. Wykonuję ciut mocniejszy makijaż i zakładam czarnego full capa. Schodzę na dół, gdzie wybieram czarne trampki i uśmiecham do lustra zamieszczonego na ścianie. Nagle wpada na mnie Zayn ubrany w czarne rurki i białą koszulkę z nadrukiem.
-A ty co taka wystrojona?
-Idę do kina.
-Z kim?
-Koniec przesłuchania, braciszku. - daję mu buziaka w policzek, a ten głośno wypuszcza powietrze.
-Powiedz tylko, że to nie Mike.
-Zwariowałeś? Miałeś mi zaufać.
-Dobra, przepraszam. Wolałem się upewnić.
-Powiedz Scar, że jakby mnie nie było, to niech poczeka u mnie w pokoju.
-Czemu?
-Mamy babski wieczór.
-Zostanę obgadany, prawda?
-Na to trzeba mieć zaszczyt. Ty zostaniesz zmieszany z błotem. - uśmiecham się i wypinam mu język.
Chłopak zakłada białe tenisówki i wychodzi. Spoglądam ostatni raz w lustro i powiadamiam Emily, że wychodzę. Już po chwili rozlega się dźwięk dzwonka do drzwi. Otwieram je, a widoki zapierają mi dech w piersiach. Nick ma na sobie czarne rurki i czarną koszulę z podniesionymi rękawami do łokci. Włosy ma zmierzwione jakby dopiero wstał, co dodaje mu tylko seksowności. W dłoniach trzyma czerwoną różę, a na jego ustach widzę zabójczy uśmiech i te oczy.. Chłopak podaje mi roślinkę, którą szybko wstawiam do wazonu. Idąc do kina rozmawiamy o głupotach. Jednak ciągle mi czegoś w nim brakuje. Nie zastanawiając się nad tym, zmierzamy do kasy biletowej, gdzie chłopak wybiera jakiś horror...

Scarlett


Ubrana w krótkie jeansowe spodenki i w czarną luźną bluzkę z rękawami 3/4, zakładam czarne botki na wysokim obcasie. Poprawiam makijaż i gotowa wychodzę z domu słysząc dźwięk dzwonka do drzwi. Spoglądam na przystojnego chłopaka i żałuję po raz kolejny tego co się wydarzyło.
-Cześć. - mówię z niepewnym uśmiechem.
-Cześć. - odpowiada chłopak odruchowo mnie mierząc, na co po prostu przewracam oczami.
-Więc gdzie idziemy i o czym chciałeś pogadać?
-Chodź się po prostu przejść do parku. Tam pogadamy o tym. Co u ciebie?
-Serio cię to interesuje.
-Tak.
-Więc idę właśnie ze skończonym dupkiem na spacer do parku i zastanawiam się co ja tu robię. A u ciebie?
-Hahah, dobra, należało mi się. Więc ja idę ze wściekłą na mnie dziewczyną na spacer z nadzieją na zmianę jej zdania na mój temat...

~~~~~~~~~~~~~~~~


Cześć kochane;* Przeczytałam kilka książek i opowiadań oraz oglądnęłam kilka filmów, a potem w końcu przeczytałam to opowiadanie od początku i nie uwierzycie, ale napisałam dzisiaj, aż dwa rozdziały;) To jeden z nich więc mam nadzieję, że się spodoba;p Co do następnego rozdziału, to mogę powiedzieć, że poczujecie się jak na Titanicu <3 Choć nie zatonie żaden statek;D Nie mogę się doczekać, aż same go przeczytacie;* Dacie radę wytrwać do następnej soboty? ^^ Pozdrawiam ;**
Tagi: 8
18.04.2015 o godz. 18:07
Anastasia


Odkąd uderzyłam Zayna na szkolnym korytarzu, nie odzywam się do niego. Scarlett opowiedziała mi wszystko, a ja tym bardziej odwróciłam się przeciwko niemu. Nie mogę uwierzyć, że jest moim bratem. Czasami patrząc w niebo pytam rodziców, czy wiedzieli o tym. Mam dość takiego życia z ludźmi, których nie znam. Zayn próbował ze mną rozmawiać, ale unikam go albo nie słucham. Nie mam ochoty tracić czasu na chłopaka, który traktuje dziewczyny przedmiotowo. Nie jestem taka, a już tym bardziej nie pozwolę tak traktować przyjaciół. Czy jest coś co zmieniłoby moje podejście do niego? Być może, ale na to trzeba jeszcze pewnie sporo czasu. Moje kontakty z Justinem także się zmieniły. Ciągłe próby namówienia mnie do pogodzenia z Zaynem lub pobyt w pobliżu brata doprowadza mnie do szału. Justin jest taki sam jak Zayn więc nie specjalnie mi żal oddalenia się od chłopaka. Scarlett obwinia się często o to, choć nie powinna. Kolejny dzień w szkole mija spokojnie. Lekcje z panem Wallerem stały się przyjemne odkąd przepytał mnie z dokładnością z lektury i stwierdził, że wykonałam jego polecenie. Na przerwie obiadowej udaję się do łazienki, a następnie wolnym krokiem do stołówki. Justin kiwa do mnie, żebym zajęła miejsce przy nich, ale kręcę głową nie zgadzając się i zmierzam do okienka po posiłek.
-Kłopoty w raju? - pyta Mike z kpiącym uśmieszkiem - Ze mną nie miałabyś takich problemów, maleńka.
-Pieprz się.
-Z tobą? Z przyjemnością. Więc gdzie?
-Im więcej mówisz, tym bardziej sądzę, że jesteś porąbany.
-Ostre słowa. Najchętniej zamknąłbym twoje usta, ale tutaj nie wypada. Jednak ludzie jedzą.
-Lecz się.
-Mówiłem ci, że masz zostawić moją siostrę w spokoju. - mówi Zayn, który staje pomiędzy nami.
-Oh, Zayn, działam zgodnie z kodeksem przyjaciół.
-Jakim kodeksem? - pytam spoglądając na chłopaka.
-Nie powiedziałeś jej? On, Justin i ich kumple mają kodeks. Nawet jeśli by chcieli cię przelecieć, to nie mogą. Pewnie boli cię Justin, że ja mogę mieć to czego ty nigdy nie będziesz miał. - śmieje się - Ana, kochanie, zakochując się w jakimkolwiek chłopaku z tej ekipy, zranisz tylko siebie. Oni nie potrafią kochać, a to jedyny wyjątek zasady, w której żaden nie może cię przelecieć, bo jesteś siostrą Zayna. Słońce, wszyscy się ślinią do ciebie, a pozory miłości każdy umie stworzyć.
-Pogięło cię. Nigdy w życiu by nikt tego nie zrobił. - mówi Zayn spoglądając morderczym wzrokiem na chłopaka.
-Wiecie co? Przyszłam tutaj jak każdy uczeń tej szkoły na obiad. Nie mam ochoty tracić czasu na was i nie mieszajcie mnie już w swoje gierki. Narka.
Odchodzę od chłopaków i zabieram ze sobą szybko sałatkę i jogurt, a po chwili zmierzam do stolika w kącie sali. Zjadam posiłek czując na sobie spojrzenia wszystkich. Nagle do stołówki wpada Scarlett. Spoglądam na dziewczynę, która szybkim krokiem podchodzi do mnie z wielkim uśmiechem.
-Powiedz tak, błagam. - mówi do mnie.
-Tak?
-Jejku, tak się cieszę.
-Ale o co chodzi?
-Wystąpimy na pokazie talentów. - cieszy się dziewczyna, a ja tylko potrząsam głową ze śmiechem.
Nagle odczuwam wibracje w kieszeni. Wyciągam telefon nadal nie wierząc, że zwykły pokaz talentów może w dziewczynie wywoływać tyle radości. Odblokowuję ekran i odczytuję sms:
" Śliczna jesteś jak się złościsz;* " - Numer Nieznany...

Zayn


-Nie patrz tak na nią. Nie stanie się twoją ukochaną siostrzyczką od tego. - mówi Justin szturchając mnie.
-Ty nic nie rozumiesz. Ona się w ogóle do mnie nie odzywa. Rodzice patrzą na mnie jakbym zabił jej kota. Jeszcze brakuje mi tego, żeby chciała się na mnie odegrać za to wszystko i zaczęła chodzić z tym debilem.
-Przesadzasz. Widać, że chce normalnego życia, a jako twoja siostra, nie ma go.
-Skąd ty nagle taki mądry się zrobiłeś?
-Ma się te przejawy. - śmieje się i wraca do wygłupiania się z Chrisem...

Anastasia


Matematyka... To z pewnością nie najlepszy pomysł, aby się na nią udawać i spędzać czas z przyjacielem Zayna. Jednak wchodzę do klasy i zajmuję swoje miejsce. Mój telefon kolejny raz wibruje.
" Już ci mówiłem, że przyjdzie czas, że się dowiesz kim jestem " - Numer Nieznany.
Dopiero w tym momencie dochodzi do mnie, że to właśnie z tego numeru dostałam wskazówki o dojściu do sekretariatu. Tylko skąd wiedział? I skąd miał mój numer?
" Nie mam ochoty na głupie zabawy. Daj mi spokój. " - odpisuję.
Do ławki podchodzi przystojny ciemny blondyn i siada obok mnie. Wyciąga niechętnie książki i przygląda się mi. Ja jednak pogłębiam się w lekturze kolejnego sms od nieznajomego:
" Jesteś bardzo uparta. Daj się poznać. Przedstawię ci się wkrótce. "
" Nie chcę. Jeśli chcesz się ze mną zapoznać, to podejdź jak normalny chłopak i się przedstaw. "
-Z kim tak piszesz? - pyta Justin - Wyglądasz na wkurzoną.
-Nie wiem.
-Jak to nie wiesz?
-Pisze do mnie ktoś nieznajomy. Nieważne zresztą.
-Zayn mówił, że będzie na ciebie czekał pod szkołą. Chce cię gdzieś zabrać i pogadać.
-Możecie w końcu mnie wykluczyć z tych waszych spraw?
-Ana, pogadaj z nim po prostu. To twój brat.
-Jesteś zbyt mądry jak na skończonego dupka.
-Uznam to za komplement.
Po skończonej matmie idę na hiszpański. Pod klasą jednak zaczepia mnie jakiś chłopak. Jest dobrze zbudowanym, wyższym ode mnie brunetem o głębokich czarnych oczach, w których na chwilę tonę. Na sobie ma obcisłą białą koszulkę, która uwydatnia jego mięśnie oraz szare jeansy i adidasy z Nike.
-Cześć piękna. Chciałaś, żebym się przedstawił więc jestem Nick.
-Ana.
-Wiem. - śmieje się - To jak, poznamy się?
-Zawsze musisz dostawać to co chcesz?
-Tak, choć z tobą nie jest łatwo.
-Skąd masz mój numer?
-Obił mi się o oczy, gdy czekałem na dyrektora. Odbierałaś wtedy plan lekcji.
-Ok, to cześć.
-Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
-Hm, niech pomyślę, nie mam czasu.
-No weź, chociaż kino.
-Zastanowię się, a teraz wybacz, hiszpański wzywa.
Oddalam się od chłopaka i zatapiam w swoich myślach. Mój telefon cały czas wibruje. Wykorzystując nieuwagę nauczyciela spoglądam na wyświetlacz, a na nim 20 wiadomości o zbliżonej treści, czyli:
" Chodź ze mną, proszę "

~~~~~~~~~~~~~~~


Rozdział średni, ale ciut słabo jest z moją weną jakoś..;/ Przepraszam za opóźnienie w dodaniu rozdziału. Przybyła nowa postać:

Nick White - podoba mu się Ana więc chce ją poderwać, ale czy szczerość jest jego mocną stroną? Tego dowiecie się czytając dalsze losy naszych bohaterów..;)

Tagi: 7
16.04.2015 o godz. 16:32
Justin


Pierwszy dzień szkoły. Najgorszy dzień w życiu każdego ucznia. Podjeżdżając pod szkołę widzę stęsknione spojrzenia dziewczyn. Nic dziwnego, w końcu nie widziały mnie tyle czasu. Wysiadam z samochodu i witam się z Chrisem i Davidem. Nagle rzuca się na mnie dziewczyna całując mnie, którą odrywam od siebie gwałtownie.
-Co ty wyprawiasz, Kate? - pytam z obrzydzeniem patrząc na blondynkę.
-Stęskniłam się za tobą Kotku. - odpowiada przesłodzonym głosem.
-Nie jesteśmy razem i nigdy nie byliśmy. To był tylko seks.
-Nie mów tak. Wiem, że tęskniłeś. Możemy nawet odwiedzić łazienkę przed lekcjami.
-Nie, nie możemy. Spieprzaj.
Odchodzę od dziewczyny i wkurzony wchodzę do szkoły. Odnajduję swoją szafkę i biorę z niej niepotrzebne nikomu do szczęścia podręczniki. Wchodzę do klasy i siadam w ostatniej ławce pod oknem. Wyciągam telefon i włączam jakąś grę. Rozpoczyna się lekcja, ale nie przestaję grać. Pani Smith przyzwyczajona do mojego braku zainteresowania lekcją, nie zwraca uwagi na mój telefon. Woli to niż, żebym zaczął się wydurniać albo podrywać dziewczyny. Nagle do klasy wchodzi dyrektor z seksowną brunetką. Jest niska z średniej długości czarnymi włosami. Oczy ma ciemne, jednak z tej odległości ciężko ocenić ich kolor. Delikatny makijaż świetnie podkreśla jej wygląd. Biała bokserka trochę prześwituje, przez co widać jej biały stanik. Jej biust nie jest za duży, ani za mały, wręcz idealny. Szare rurki opinają jej szczupłe nogi. Na stopach ma trampki, czego żałuję, bo uwielbiam dziewczyny w szpilkach. Z chęcią oceniłbym jej tyłek, ale nie mam możliwości zobaczenia go. Po wyrazie twarzy dziewczyny widać, że jest skrępowana zamieszaniem wokół jej osoby.
-Powitajcie serdecznie Anastasię. Jeśli miałabyś jakieś problemy to zgłoś się do mnie lub jakiegoś nauczyciela. Choć zapewne pomoże ci Zayn. - uśmiecha się do niej promiennie dyrektor.
Przewracam na jego słowa oczami. Ale stop. Zayn? Ta laska jest jego siostrą? To chyba jakiś chory żart, żeby taka laska była siostrą mojego przyjaciela. Dziewczyna nieśmiało zajmuje miejsce obok mnie. Przygryza przy tym dolną wargę, a we mnie się wszystko zaczyna gotować. Najchętniej właśnie bym ją pocałował, co ja mówię - najchętniej bym ją przeleciał.
-Anastasia, tak? - pytam cicho dziewczynę.
-Tak, ale wolę Ana.
-Jestem Justin. Przyjaźnię się z twoim bratem.
-Bratem? Ah, Zayn. Sorki, jeszcze się nie przyzwyczaiłam. - mówi trochę ze smutkiem.
-Emily i Joe są świetnymi rodzicami. Na pewno szybko poczujesz się wśród nich jak w domu.
-Mam nadzieję. Dzięki.
-Panie Bieber, nie mam co liczyć na pana zainteresowanie lekcją matematyki, ale proszę pozwolić się skupić pannie Collins. - mówi spokojnie pani Smith, na którą niechętnie przenoszę swój wzrok.
-Jako pani najlepszy uczeń, staram się tylko wytłumaczyć pannie Collins, jak wyglądają nasze wspaniałe lekcje matematyki. Powinna pani być ze mnie dumna.
-Anastasio, obawiam się, że te lekcje wyglądają całkiem odwrotnie do rozumowania Justina.
-Oh, proszę pani, rani pani moje uczucia. - mówię z udawaną urazą.
-Codziennie marzę, abyś w końcu zaczął się uczyć matematyki.
-Miło wiedzieć, że codziennie pani marzy o mnie.
-Bieber Bieber, a może byś tak rozwiązał działanie na tablicy?
-Bardzo bym chciał, ale niechętnie muszę odmówić, gdyż pierwszeństwo mają kobiety. - uśmiecham się szeroko.
-W takim razie, Anastasio, podziękuj Justinowi i podejdź do tablicy.
-Mam nadzieję, że umiesz matmę. - mówię cicho do dziewczyny, która obdarza mnie nienawistnym spojrzeniem.
-Już nie żyjesz. - odpowiada równie cicho i wstaje.
Uśmiecham się szeroko do dziewczyny, bo czuję, że nasza znajomość się rozwinie. Kiedy idzie do tablicy, zapewne nieświadomie kołysze swoim seksownym tyłkiem, od którego ciężko odwrócić wzrok. Po chwili odwraca się i wraca do ławki. Spoglądam na tablicę, na której mieści się rozwiązanie jakiegoś równania.
-Umiesz matmę? - pytam zaskoczony.
-Przerabiałam to już kiedyś w poprzedniej szkole. - wzrusza ramionami.
-To czemu chcesz mnie zabić?
-Dla zasady, Kotku. Swoją drogą, zabawne przedstawienie przed szkołą. Zaprzyjaźniłabym się z twoją ukochaną, ale chyba nie przypadłyśmy sobie do gustu. - myśli przez chwilę, a po chwili zapisuje już rozwiązanie z tablicy do zeszytu.
-Widziałaś to?
-Taa, jak chyba cała szkoła. Ale dzięki temu, uniknęłam spojrzeń mówiących "jesteś nowa".
-Hahah, a czemu sobie nie przypadłyście do gustu?
-Powiedzmy, że ja lubię paryski błękit, a ona pudrowy róż, a to się bardzo gryzie ze sobą.
-Nie wiem jak wyglądają te kolory, ale błękit i róż już mi coś mówią...

Anastasia


Rozmawiam z Justinem do końca lekcji. Czuję się jakbym znała go całe życie. Jest dość przystojny, trochę wyższy ode mnie i podobnie jak Zayn ze starannie ułożonymi włosami. Tak szczerze, to nie czaję jak to się stało, że faceci dbają o siebie tak bardzo jak dziewczyny. Ale może to i dobrze. Uśmiecham się do chłopaka, gdy dzwoni dzwonek i zbieram swoje rzeczy. Wychodzę z klasy i wyciągam swój plan. Teraz dwie godziny angielskiego z panem Wallerem.
-Co masz teraz? - pyta Justin z uśmiechem.
-Dwie godziny angielskiego. Gdzie jest klasa 125?
-W drugim skrzydle. Mam chwilę to cię zaprowadzę. Z kim masz?
-Pan Waller.
-Powodzenia. - uśmiecha się dziwacznie - No co? Będziesz miała zabawne dwie lekcje.
-Czemu?
-Sama zobaczysz. Nie używaj lepiej telefonu, mała. Taka dobra rada.
-Ok.
-To tutaj. Pewnie nie mamy razem już żadnych lekcji więc widzimy się na stołówce. - chłopak puszcza mi oczko i odchodzi.
-Kumplujesz się z Bieberem? - pyta jakiś chłopak.
-Może.
-A miałem nadzieję na normalną laskę, a tu kolejna dziwka. Może się zabawimy, maleńka?
-Spieprzaj, idioto.
Po uderzeniu chłopaka w krocze odsuwam się i poznaję z kilkoma dziewczynami, które widziały całą akcję więc pomagają trzymać chłopaka z dala ode mnie. Jak się dowiaduję, nazywa się Mike. Jest wrogiem Justina od bardzo dawna. Wrogiem jego i Zayna. Tym bardziej zmusza mnie to do trzymania się z dala od niego. Jednak to nie koniec problemów. Justin miał rację, ta lekcja będzie zabawna, tylko nie dla mnie. Pan Waller zmusza mnie do przyprowadzenia dyrektora w celu potwierdzenia mojej tożsamości. Dobry początek lekcji, zważając na fakt, że nie wiem jak dostać się do sekretariatu. Kiedy mówię o tym nauczycielowi, ten stwierdza, że to kolejna podstawa do tego, że nie należę do uczniów tej szkoły. Podchodzę do planu wiszącego na ścianie. Macie czasami tak, że spoglądacie na te kartki i nie wiecie nawet, gdzie się znajdujecie? Ja tak właśnie mam. Widzę tylko masę figur geometrycznych i strzałek oraz przeróżne oznaczenia, które nic mi nie mówią. Nagle mój telefon wibruje. Spoglądam na wyświetlacz, który wskazuje nową wiadomość. Otwieram ją i czytam wskazówki jak dostać się do sekretariatu. Idę więc za wytycznymi nie mając nic do stracenia. Uśmiecham się, kiedy staję przed sekretariatem, ale przed wejściem odpisuję na wiadomość:
"Dzięki wielkie;) Kim jesteś?"
"Nie ma za co;* Kiedyś się dowiesz"
Nie zawracając sobie głowy nieznajomym, lekko pukam do drzwi i wchodzę do pomieszczenia. Wyjaśniam szybko w jakiej sprawie przychodzę, na co sekretarka wzdycha i uśmiecha się szeroko kręcąc głową. Opowiada wszystko dyrektorowi, a ten z podobną reakcją idzie ze mną. Wchodzimy do klasy, gdzie mężczyźni zamieniają ze sobą parę słów.
-Na przyszłość, proszę zaglądnąć do dziennika i wszystko będzie jasne, a nie robić problemy nowym uczniom, panie Waller.
-Oczywiście, panie dyrektorze. Usiądź Anastasio i otwórz książkę. Mam nadzieję, że jesteś przygotowana.
-Jest na pewno. Prawda, Anastasio? - pyta dyrektor prawie wybuchając śmiechem.
-Oczywiście.
Siadam na wyznaczonym miejscu i staram się być cicho przez obie lekcje, jednak pan Waller cały czas mnie o coś pyta i wręcz znęca się nade mną. Nie jestem zbyt dobra z angielskiego, ale cóż jakoś sobie radzę. Nie oznacza to, że lubię rozmawiać z nauczycielami ojczystego języka. Kiedy słyszę wreszcie dzwonek oznaczający koniec angielskiego, chcę wyjść z klasy, ale zatrzymuje mnie nauczyciel.
-Panno Collins, chciałbym abyś przeczytała na następną lekcję lekturę, którą znajdziesz w naszej bibliotece szkolnej.
-Przeczytam na pewno. Do widzenia.
Wychodzę z klasy i biorę głęboki wdech, a następnie powoli wypuszczam powietrze. Kolejną lekcją jest język hiszpański, a potem muzyka i wymarzona przerwa obiadowa. Przy okazji sprawdzam, kiedy mam angielski i ku mojemu przerażeniu stwierdzam, że jutro. Wyciągam telefon z kieszeni i wystukuję szybko sms:
"Zayn, gdzie znajdę bibliotekę?"
"Obok stołówki;) Jak ci idzie?"
"Koszmarnie.."
"Co jest?"
"Miałam teraz dwie lekcje z panem Wallerem.. Pewnie wiesz, o co chodzi.. Kazał mi przeczytać na jutro lekturę.. Do tego poznałam twojego wroga"
Po wysłaniu tego sms, odnajduję w końcu klasę, a mój telefon zaczyna dzwonić jak opętany. Spoglądam na wyświetlacz, gdzie widnieje imię Zayna.
-Halo?
-Jakiego wroga?
-Masz ich wielu?
-Mike?
-Taa.
-Coś ci zrobił?
-Nie, to znaczy.. Nie.
-Ana, mów.
-Dam sobie radę. Idę na lekcję, pa.
Rozłączam się nie chcąc mówić chłopakowi o starciu z Mike'iem. Nie wiem na jakim poziomie się nienawidzą, a nie chcę zbędnych problemów...

Zayn


-Kiedyś jej coś zrobię.
-Komu? - pyta Justin podchodząc do naszej ławki.
-Anie. Poznała Mike'a i coś się wydarzyło, ale nie chce powiedzieć co.
-Zaraz się dowiem.
Chłopak odchodzi do grupki dziewczyn, które wzdychają na jego widok. Nie dziwi mnie to specjalnie, bo sam spotykam się z tym samym w tej szkole i nie tylko, ale teraz ważna jest moja siostra. Może powinienem posłuchać Any, ale rany to Mike. Największy idiota na tej planecie. Jest wściekły, że dziewczyny wolą nas, i że jesteśmy od niego lepsi w sporcie i bardziej popularniejsi. Nie pozwolę mu na złe traktowanie mojej rodziny.
-Zayn, chyba nie dziwię się Anie, że nie chciała ci powiedzieć. Według dziewczyn, nazwał ją dziwką i..
-I..?
-Chciał ją przelecieć.
-Zabiję gnoja.
-Ej, siedź. Uspokój się. Pogadamy z Aną na przerwie, która swoją drogą dobrze sobie z nim poradziła, a potem dokopiemy mu.
-Jak poradziła?
-Twoja siostra chyba nie jest taka bezbronna jak ci się wydaje, bo przywaliła mu w krocze.
-Moja krew. - śmieję się mimo woli.
-Załatwimy to na przerwie obiadowej, a teraz ucz się.
Spoglądam na Justina zaskoczony ostatnimi słowami, a ten po chwili wybucha śmiechem. Wtóruję mu i zaczynamy grać z nudów w wyścigi na telefonach...

Scarlett


Pierwszy dzień szkoły na razie jest całkiem ok. Nie spotkałam zapatrzonego w siebie dupka ze swoją świtą. Postanowiłam właśnie tak na niego patrzeć. Czuję się lepiej. Nadal żałuję tego co się stało, ale nie stracę kolejnego roku na myślenie o tym idiocie. Wchodzę do klasy muzycznej. Po tej lekcji nareszcie przerwa obiadowa, choć trochę żałuję, bo spotkam tam nikogo innego jak właśnie jego. Przysiadam się do nowej dziewczyny. Wydaje się fajna i przede wszystkim nie pusta, jak większość w naszej szkole.
-Cześć, jestem Scarlett.
-Hej, Anastasia, ale mów mi Ana.
-Ok. Jak tam pierwszy dzień?
-Ciężki.
Dziewczyna opowiada mi o spotkaniu z Mike'iem - największym idiotą w tej szkole. O dziwo gorszym od Zayna, Justina i reszty. Potem wspomina o lekcjach z panem Wallerem, który nie grzeszy inteligencją. Pani Swan, lubiana przez uczniów młoda niska blondynka ubierająca się młodzieżowo, mówi coś o kółku tanecznym. Nie specjalnie mnie to interesuje, ale po iskierkach w oczach Any widać, że bardzo chce do niego dołączyć.
-Zapisz się.
-Co? Nie, to nie dla mnie.
-To chodź ze mną. - mówię niechętnie, bo wolę śpiew od tańca, ale jakoś mi to idzie.
-No dobra. - zgadza się wreszcie, a ja nas zapisuję.
Po lekcji idziemy do biblioteki, gdzie dziewczyna wypożycza "Romea i Julię". Potem wychodzimy i wpadamy na Zayna. Moje serce zatrzymuje się na moment i w szoku przyglądam się rozmowie brunetki z chłopakiem.
-Nazwał cię dziwką i chciał cię przelecieć?
-Zayn, proszę daj spokój.
-Tak czy nie? - dziewczyna milczy więc chłopak dodaje - Jesteś moją siostrą i żaden gnojek nie będzie tak cię traktował, rozumiesz?
-Zayn, uspokój się. - prosi go Justin.
W tym momencie dochodzi do mnie, że Ana to siostra Zayna, o której wspomina dzisiaj cała szkoła. Zaprzyjaźniłam się z siostrą chłopaka, który potraktował mnie jak szmatę. To dla mnie za wiele. Jednak wiem, że Mike jest wrogiem numer jeden Zayna więc nie odpuści Anie.
-Ana, powiedz mu. Tak będzie dla ciebie lepiej. - mówię do dziewczyny, czym zwracam na siebie uwagę Zayna, którego obdarzam nienawistnym spojrzeniem.
-Dziękuję. - mówi cicho.
-Nie robię tego dla ciebie, idioto.
-Ana, to prawda? - pyta ją Justin.
-Tak. - szepce ledwo słyszalnie.
-Zabiję go. - mówi Zayn i odchodzi.
-Nie zrobisz mu nic. - podbiega do niego brunetka i szarpie jego ramię.
-Scarlett, weź ją. - mówi Zayn poważnym tonem.
-Nie wydaje mi się, żebyśmy byli na ty.
-Czyżby?
-Żałuję tego cholernie i nigdy w życiu nie ponowiłabym tej sytuacji.
-Zobaczymy maleńka.
-Nie wydaje mi się.
-Musimy teraz rozmawiać o sprawach łóżkowych? Jest przerwa obiadowa. - mówi Justin.
-Właśnie, więc chodźmy na stołówkę, a wszelkie sprawy z Mike'iem rozwiążę sama. Czekaj, spałeś ze Scarlett? - pyta oburzonym tonem Ana.
-Wtedy była chętna. A Mike.. - odpowiada Zayn, a Ana uderza go mocno w policzek.
-Jesteś skończonym idiotą. Zachowujesz się dokładnie tak jak Mike. Idę na obiad. - odpowiada dziewczyna pociągając mnie za ramię.

Zayn


-Słyszałeś ją? - pytam Justina.
-Taa, w sumie to jej pierwszy dzień, a ty przeleciałeś jej przyjaciółkę, która cię nienawidzi, nic dziwnego, że przyrównała cię do Mike'a.
-Pieprz się, Justin. Ty święty też nie jesteś.
-Zayn, musiałeś się liczyć z tym, że się wkurzy. Zresztą wiesz dobrze, że Scarlett też ma prawo być na ciebie wściekła.
-Spełniłem jej marzenie.
-Była pijana. Chodź na ten obiad.
-Nie cierpię pierwszych dni szkoły...

~~~~~~~~~~~~~~


Mamy spotkanie wszystkich bohaterów;) Pisałam ten rozdział dwa razy, bo za pierwszym razem stwierdziłam, że jest beznadziejny i usunęłam go. Jak się wam podoba? Trochę dużo się dzieje, ale właśnie moim celem było namieszanie trochę w tym rozdziale. Wszystkiego dobrego wam życzę z okazji świąt i mam nadzieję, że wszystkie trochę zmokłyście dzisiaj;D Pozdrawiam <33
Tagi: 6
06.04.2015 o godz. 18:55


Zayn


Zbliża się powoli koniec wakacji. Ana podobno czuje się już dużo lepiej. Wszelkie formalności zostały załatwione, a dziewczyna już dzisiaj może zamieszkać z nami. Od rana mama biega i sprząta, a w wolnej chwili piecze ciasto czekoladowe. Tata wykonuje ostatnie poprawki w nowym pokoju Any. Szczerze? Nawet jestem podekscytowany tym spotkaniem. Kiedy wybija 14 wsiadamy do samochodu i jedziemy do Los Angeles. Słucham muzyki, gdy nagle dostaję sms od JB.
"Idziesz na imprezę u Chrisa?"
"Nie. Ana przyjeżdża."
"Ta twoja siora?"
"No"
"Dobra odpuszczam ci, ale chcę ją poznać ^^"
"Pamiętasz zasady?"
"Może się w niej zakocham :D"
"Ty i miłość? JB daj spokój"
"Stary, jeszcze jej nie poznałeś, a już zachowujesz się jak brat"
"Trzeba już wchodzić w rolę ;P"
Śmieję się sam do siebie i już po chwili jesteśmy na miejscu. Wysiadam i rozglądam się. Bywałem w LA przeważnie na imprezach z kumplami więc nie kojarzę tych okolic. Wchodzimy do wielkiego budynku. Mama rozmawia z jakąś starszą kobietą w recepcji, a potem zmierzamy do windy. Odnajdujemy salę 247. Razem z jakąś całkiem fajną laską, która podobno jest psychologiem, wchodzimy do środka. Na łóżku siedzi niska i w dodatku ładna brunetka. Ma na sobie ciemne jeansowe rurki i jasnoniebieską tunikę z nadrukiem. Na stopy założyła czarne trampki. Jest ubrana tak zwyczajnie, a i tak wygląda seksownie. Co prawda nie jest w moim typie i chwała Bogu, ale w szkole raczej nie będzie miała spokoju od chłopaków. Rodzice podchodzą do niej. Mama lekko ją obejmuje, co dziewczyna odwzajemnia. Tata także ją obejmuje już po chwili. Ana uśmiecha się lekko i odwzajemnia gest. Przychodzi kolej na mnie i po raz pierwszy niezbyt wiem, co powinienem zrobić. Jakoś tego nie przegadaliśmy z rodzicami. Choć może coś wspominali, a ja jak zwykle nie słuchałem.
-Cześć. Jestem Zayn. - mówię w końcu wyciągając do niej dłoń.
-Ana. - odpowiada.
Ta cała psycholożka uśmiecha się promiennie podobnie jak rodzice. Przez chwilę nie rozumiem, ale nagle dochodzi do mnie, że po prostu się odezwała do mnie, a to uznawane jest tutaj za cud. Gdybym nie znał jej przeszłości, zapewne bym się roześmiał. Rozglądam się po pokoju i nie mogę uwierzyć, że przesiedziała tutaj kilka miesięcy. Przecież tu praktycznie nic nie ma. Moją uwagę przykuwają kraty w oknach. Nie dziwię się, że ludzie tak powoli dochodzą do siebie w tych miejscach. Po dwugodzinnej rozmowie, wsiadamy do samochodu i jedziemy do domu.
-Możemy pojechać na cmentarz? - pyta niespodziewanie brunetka, a moi rodzice nie wiedzą, co powinni zrobić.
-Oczywiście kochanie. - odpowiada niepewnie mama.
Podjeżdżamy pod dość sporych rozmiarów cmentarz. Wysiadamy i idziemy za dziewczyną. Mama zatrzymuje się w pobliskim sklepie i kupuje wiązankę kwiatów i dwa znicze. Wydaje mi się, że Ana była na pogrzebie, bo idzie pewnie stawiając kroki. Zatrzymujemy się przed grobem z napisem "Tu spoczywają Mandy i Joseph Collins". Po policzkach spływają jej pojedyncze łzy. Mama kładzie wiązankę na grobie i zapala znicze. Na twarzy brunetki maluje się wyraz wdzięczności. Po jakiś 15 minutach wracamy do samochodu. W domu widać po dziewczynie, że czuje się nieswojo. Postanawiam pomóc jej z bagażem i zabieram go zaprowadzając ją przy okazji do nowej sypialni.
-Tutaj masz sypialnię, a z niej dostęp do tylko twojej łazienki, co chyba cię cieszy jako dziewczynę. - uśmiecham się do brunetki.
-Stereotyp. - podsumowuje moją wypowiedź z lekkim uśmiechem.
-No to jesteś wyjątkiem, bo mama spędza w łazience bardzo dużo czasu. - śmieję się.
Zostawiam dziewczynę samą w pomieszczeniu i schodzę na dół. Mama przygotowuje posiłek, a ja rozsiadam się na kanapie i włączam telewizor...

Anastasia


Siadam na łóżku i rozglądam się po jasnofioletowym pokoju. Podłoga podobnie jak w szpitalu jest prawdopodobnie drewniana, znowu nie jestem pewna, ale ciemniejsza. Duże dwuosobowe łóżko jest naprawdę wygodne. W rogu mieści się biurko z laptopem a nad nim półki z nowymi książkami i mały kwiatuszek, który nie wiem jak się nazywa, ale jest niezwykle uroczy. Po drugiej stronie znajdują się dwa fotele idealnie dopasowane do stolika. Niedaleko łóżka jest duża szafa i.. O mój Boże.. To nowa gitara ! Zrywam się z łóżka i biorę do ręki czarny instrument. Przejeżdżam delikatnie palcami po strunach. Tak dawno nie grałam. Gitara była zawsze moim życiem. Odruchowo gram kilka dobrze znanych mi chwytów, które łączą się w początek piosenki napisanej kiedyś przeze mnie. Uśmiecham się do siebie. Zostawiam gitarę i moją uwagę przykuwają drzwi zapewne do łazienki oraz na balkon. Otwieram te drugie i wdycham świeże powietrze. Można tu znaleźć kilka naprawdę pięknych kwiatów i fotel bujany. Kiedyś też miałam taki balkon. Może jedynie trochę mniejszy. Siadałam wieczorami na fotelu i pijąc gorącą czekoladę grałam na gitarze lub czytałam książkę. Wchodzę do łazienki i przed moimi oczami rozciągają się kremowe ściany, ciemnobrązowa podłoga, duża wanna z prysznicem, no i cała reszta. Czuję się jak w raju. Postanawiam rozpakować rzeczy i wziąć prysznic. Potem zakładam białą koszulkę z nadrukowanym Garfieldem oraz ciemne jeansowe spodenki. Włosy spinam w kucyka i uśmiecham się do swojego odbicia w lustrze. W końcu wyglądam jak żywa. Nagle w pokoju rozlega się pukanie. Otwieram drzwi i widzę niską kobietę o ciemnej karnacji. Ma idealnie proporcjonalną figurę i wygląda na naprawdę młodą. Zapewne zdrowo się odżywia i ćwiczy. Ma na imię Emily. Jest mamą Zayna. Zapraszam ją do środka i siadamy na fotelach przy stoliku.
-Jak ci się podoba pokój?
-Jest prześliczny. Dziękuję bardzo, zwłaszcza za gitarę. Jest cudowna.
-Cieszę się, że ci się podoba. Gitarę kupiliśmy, bo dowiedzieliśmy się co nieco o tobie podczas załatwiania spraw adopcyjnych. Mam do ciebie kilka spraw. Wiem, że to pierwszy dzień, ale niestety trzeba.
-O co chodzi?
-Myśleliśmy, żebyś poszła do szkoły Zayna, jeśli nie masz nic przeciwko.
-Oczywiście, że nie mam.
-Będziesz mogła chodzić do klasy z ludźmi ze swojego rocznika. Uczyłaś się dobrze więc nauczyciele nie widzą powodów, abyś musiała powtarzać rok.
-Tak? Jejku, to cudownie.
-Musisz tylko wybrać zajęcia. Tutaj masz kartkę, gdy się zdecydujesz, to daj mi znać.
-Dziękuję bardzo za pomoc.
-Zawsze możesz na nas liczyć. Jest jeszcze jedna sprawa. Twój stary dom, pieniądze i wszystko co należało do twoich rodziców zostało przepisane na ciebie po ich śmierci. Zdobyliśmy dla ciebie kartę do konta bankowego. Przed użyciem jej, musisz jedynie udać się do banku i podpisać dokumenty. Musisz też podjąć decyzję co z resztą rzeczy.
-Rozumiem. Przemyślę to, dziękuję.
-Chodź na kolację. Na pewno jesteś głodna.
-O tak. - uśmiecham się promiennie.
-Zayn ! Kolacja ! - krzyczy kobieta i schodzimy na dół...

~~~~~~~~~~~~~~~~


Cześć Kociaki ;D Więc mamy upragnione spotkanie Zayna i Anastasii;) Ale czy będzie od teraz bajkowo? ^^ Chciałabym wam przedstawić trzech bohaterów, którzy występują już w opowiadaniu. Reszta pojawi się wraz z kolejnymi rozdziałami =)

Emily Malik - mama Zayna, pracuje jako lekarz w szpitalu na oddziale psychiatrii dziecięcej.

Joseph Malik - ojciec Zayna, pracuje na stanowisku szefa we własnej firmie motoryzacyjnej.

Jake Bieber - ojciec Justina, pracuje na stanowisku szefa we własnej firmie turystycznej, posiada także dwanaście hoteli utrzymywanych na wysokim poziomie.

Tagi: 5
29.03.2015 o godz. 19:56


Anastasia


Rozmowa z lekarzem, a raczej jego monolog, powiadomił mnie, że mój organizm był na wyczerpaniu, dlatego zapadłam w śpiączkę. Muszę się oszczędzać. Myślę jednak, że ta śpiączka była mi potrzebna. Inaczej nie porozmawiałabym z rodzicami i nie poczułabym się lepiej. Wszystko wyglądałoby tak samo jak przedtem. Zamieniam kilka słów z ludźmi, ale większość czasu spędzam na spaniu. Naprawdę jestem wykończona. Do mojej ręki podłączona jest kroplówka. Czasami z nudów patrzę jak każda kropelka opuszcza butelkę, by po chwili znaleźć się w moim organizmie. Fajne uczucie, ale strasznie często potrzebuję chodzić do łazienki. No cóż, taki urok wlewania w siebie płynów w takich ilościach...

Zayn


Budzę się koło 11 z cholernym bólem głowy. Kac, to jedyne dobre wyjaśnienie tego wszystkiego. Wstaję niechętnie i zmierzam do łazienki. Biorę prysznic i ogarniam się trochę. Zakładam czarne spodnie dresowe i szarą koszulkę. Zbiegam na dół i biorę butelkę wody. Wypijam połowę płynu i kładę się na kanapie. Muszę zadzwonić do Justina, a wszystko przez tą pieprzoną dziewczynę. Nie znam jej, ale mam już jej dość. Wszędzie tylko Ana Ana Ana. Kim ona jest?
-Zayn, jadę do LA. Mam tam parę spraw do załatwienia i przy okazji odwiedzę Anę. - odzywa się mama, która wchodzi właśnie do salonu, a ja odpowiadam jej prychnięciem - O co chodzi?
-O nic.
-Od kilku dni reagujesz na Anę, jak na największego wroga.
-Bo mam jej dość? Non-stop tylko o niej mówicie. Dajcie mi już święty spokój.
-Przecież chciałeś mieć siostrę.
-Chciałem - czas przeszły. Teraz mam ją głęboko w dupie. Idę do siebie.
Wstaję i wybiegam po schodach do swojej sypialni. Kładę się na łóżko i zasypiam. Budzę się wieczorem i czuję potworny głód. No tak, przez tą małą nie zjadłem nic. Jeśli będzie mnie tak wkurzała mieszkając tu, to ją odeślę paczką priorytetową z powrotem do LA. Schodzę na dół i widzę ojca pijącego whisky. Chcę wejść do kuchni, ale tata mnie zauważa i przywołuje do siebie. Siadam na jednym z foteli i patrzę na niego wyczekująco.
-Słyszałem o twojej rozmowie z mamą i podjęliśmy decyzję, że nie adoptujemy Anastasii.
-Co? Czemu?
-Skoro nie chcesz mieć już siostry, to nie będziemy narażać dziewczyny na kolejne cierpienia. Nie zasługuje na nie. Przeżyła już swoje.
-Jest w szpitalu, bo była w śpiączce. Przeżyła tyle co niejeden człowiek, to nie tak dużo.
-Widać, że nie słuchałeś mamy, kiedy opowiadała jej historię.
-To znaczy?
-Kilka miesięcy temu trafiła do szpitala w ciężkim stanie. Została zgwałcona. Tego samego dnia zginęli jej rodzice w wypadku samochodowym. Dowiedziała się o tym przypadkiem. Od tego dnia przeżyła w swoim życiu bardzo dużo, jak na swoje młode lata.
-Ja...

Justin


Siedząc na łóżku gram na gitarze i coś tam nucę. Nudzę się i nie wiem co ze sobą zrobić. Poszedłbym do klubu wyrwać jakąś rozrywkę na wieczór, ale naprawdę nie chce mi się ruszać z domu. Nagle słyszę trzask drzwi wejściowych. Zbiegam na dół i spotykam się ze swoim ojcem. Wysoki, dobrze zbudowany i dość przystojny. W końcu po kimś muszę to mieć. Oczywiście nadal jestem sądzenia, że jednak natura mnie hojniej obdarzyła urodą, ale przemilczmy to.
-Cześć synu. Co tam u ciebie? - pyta wchodząc do kuchni i wlewając wodę do czajnika.
-A nic ciekawego. Leci. Zayn będzie miał siostrę. - mówię od niechcenia.
-Emily jest w ciąży? Ładne rzeczy się dzieją, jak mnie nie ma. - śmieje się.
-Nie jest. Chcą adoptować dziewczynę w moim wieku.
-Piękny gest. Zawsze ich podziwiałem.
-Ożeń się i też będziesz mógł adoptować albo płodzić dzieci.
-Może kiedyś skorzystam z twojej propozycji, teraz nie mam czasu na to.
-Czasem bym tego nie nazwał.
-Co masz na myśli?
-Jesteś fajnym ojcem, ale jeśli myślisz, że zajmę się swoim bratem albo siostrą, gdy któraś z twoich panienek wpadnie, to się grubo mylisz.
-Justin, to się nie stanie. Nie masz się czym martwić. Zamawiamy pizzę?
-Ok...

Scarlett


Wakacje u cioci bardzo szybko mijają. Jednak mimo to nie potrafię zapomnieć o nim. Nie mogę zapomnieć o tym, gdy poszłam z dziewczynami na imprezę i skończyłam ją w jego łóżku. A potem.. Tak po prostu powiedział: "Mała pamiętaj, to tylko seks. Było minęło, a teraz zmykaj." Nadal pamiętam jak udałam pustą i się zebrałam, dałam mu buziaka i wyszłam, a zaraz po tym po prostu rozpłakałam. Siedziałam nad rzeką do nocy, a potem wróciłam do domu i udałam, że nic się nie stało. Pamiętam.. Choć chciałabym zapomnieć. Siadam na werandzie i biorę kilka łyków gorącej czekolady. Boże, jak bardzo chciałabym zatrzymać czas. Nie chcę już tam wracać. We wrześniu znowu przejdzie korytarzem z tym durnym uśmieszkiem, a moje serce po raz kolejny rozpadnie się na milion kawałeczków, bo należę już do jego kolekcji. Po policzkach spływają mi pojedyncze łzy, które szybko ścieram. Nikt nie może wiedzieć z mojej rodziny. To by się źle skończyło...

~~~~~~~~~~~~~~~~


Cześć Miśki;* Tak jak obiecałam, dodaję rozdział:) Myślicie, że dojdzie do adopcji, czy jednak Ana wróci do domu dziecka? I kim jest chłopak, którego obawia się spotkać Scarlett? Wspaniałego tygodnia;*
Tagi: 4
22.03.2015 o godz. 14:48


Autorka


Zwyczajna dziewczyna.. Jedna z wielu.. Niska brunetka o głębokich czekoladowych oczach.. Cóż więcej dodać? Hm.. Może to, że jest tylko duszą błąkającą się po korytarzach szpitala..? Nie rozumie nic z tego, co się dzieje. Odczuwa na przemian ból i pustkę. Spogląda przez okno mieszczące się w sali, w której na łóżku obok leży podłączona do aparatury dziewczyna. Jest brunetką o.. No tak, przecież to ta sama dziewczyna, a raczej jej ciało. Spoczywa bezwładnie i porusza delikatnie klatką piersiową. Urządzenie nieznośnie i monotonnie pika. Czasami doprowadza ją do szaleństwa i ma ochotę to wyłączyć, ale nie może. Jest duchem. W tej chwili ją to jednak nie obchodzi. Siada na krześle przy łóżku i patrzy na swoje cielesne blade odbicie. Wygląda tragicznie.. Jakby umarła. Może tak jest, choć czy nie stwierdziliby tego lekarze? Nie odwiedza jej za wiele ludzi. Nie ma nikogo. Czasami wpadają lekarze i rodzina, która chciałaby ją adoptować. Wiele razy płakała widząc ich. Wiele razy pragnęła zakończyć to cholerne życie, ale teraz się waha. Wychodzi na korytarz i się rozgląda. Nic nowego. Robiła to odruchowo, choć przez cały ten czas zdążyła dobrze poznać cały szpital. Wchodzi do pokoju pielęgniarek i widzi cztery starsze kobiety pijące kawę i rozmawiające o.. niej.
-Współczuję temu dziecku. Pamiętam jak walczyliśmy o życie jej rodziców nie wiedząc jeszcze o ich pokrewieństwie. - mówi jedna i zatrzymuje spojrzenie na zielonym kubku wypełnionym czarną cieczą.
-Też to pamiętam. Dowiedziała się o wszystkim przypadkiem. Potem, gdy zawieźliśmy ją na pogrzeb.. Boże, pierwszy raz tak mocno mnie ściskało w sercu. Jej ból.. Płacz.. Krzyki.. Wszystko po to, żeby na końcu zobaczyć pustkę w jej oczach. Taka dziecina nie zasługuje na taki los..
Dziewczyna nie chcąc więcej tego słuchać, wychodzi. Siada na podłodze i zaczyna krzyczeć bijąc pięściami o podłogę. Nikt jej nie słyszy.. Nikt nie widzi.. A wszyscy przyrzekali, że będą przy niej..
-Nie chcę żyć !! Błagam, zabierzcie mnie stąd !! - krzyczy i spuszcza głowę zrozpaczona.
-Kochanie... - słyszy i czuje na ramieniu dłoń.
-Mama? Tata? Wy przecież.. Ale jak? - pyta i czuje jak dwie osoby przytulają ją.
-Skarbie, to jest nasz koniec, ale nie twój. Musisz żyć. Musisz sobie poradzić. Na twojej drodze pojawiła się rodzina, która się tobą zaopiekuje. Zaufaj im, a my będziemy zawsze przy tobie, nieważne co się stanie. - odzywa się jej mama pomijając jakiekolwiek wyjaśnienia.
-Ana, pamiętasz jak ludzie śmiali się, że chcesz grać w kosza, a jesteś taka niska? Powiedziałaś im, że jeszcze im pokażesz na co cię stać. Doprowadziłaś drużynę na szczyt, bo się uparłaś, że dasz radę. Byliśmy z ciebie tacy dumni i nadal jesteśmy. Jesteś silna i poradzisz sobie ze wszystkim, nie tylko z koszykówką. - mówi tata dziewczyny.
-Ale...
-Żadnego ale. Musisz żyć i być silna, a przede wszystkim szczęśliwa. My z tatą będziemy zawsze przy tobie. Przysięgam. Tylko nie rezygnuj z takiego daru, jakim jest życie...



Zayn


Nareszcie wymarzona sobota. Ubrany w czarną koszulkę i tego samego koloru rurki, zakładam na stopy czarno-złote air maxy. Spoglądam ostatni raz w lustro i poprawiam jeszcze raz włosy. Wychodzę z pustego domu i zapalam papierosa. Czując nikotynowy dym w płucach, zmierzam do taksówki. Podjeżdżam pod dom Justina i zgarniam go ze sobą, by już po chwili wysiąść pod klubem. Wchodzimy i przy naszej loży znajdujemy resztę ekipy. Witamy się z nimi i wypijamy na początek jedno piwo. Gadamy o wczorajszym meczu równocześnie przyglądając się dziewczynom na parkiecie. Jedna z nich spogląda na mnie i seksownie przygryza dolną wargę. Jest brunetką o ponętnych kształtach ubraną w krótką spódniczkę odsłaniającą jej seksowne nogi oraz w top opinający jej dużych rozmiarów biust. Tej nocy na pewno będzie moja. Już po chwili znajduję się obok niej i zamawiam jej drinka. Gadamy o bzdurach. Ma na imię Emma, ale to nieistotne. Zaczynamy tańczyć oboje wiedząc, co się już wkrótce wydarzy...

Justin


Siedzę przy stoliku z chłopakami niezbyt chętny na gierki z pannami. To jeden z takich dni, kiedy liczy się dla mnie alkohol, spotkanie z chłopakami i głośna muzyka. Widok Zayna, który kręci z jakąś laską mnie nie zaskakuje, ale przewracam odruchowo oczami widząc jak tańczą, a raczej prawie uprawiają seks na parkiecie. Biorę kolejne łyki trunku. Nagle odzywa się telefon Zayna, który zostawił na stoliku. Biorę go i widzę napis "Mama" na wyświetlaczu. Zawsze lubiłem jego rodziców. Poświęcają mi więcej czasu niż mój własny ojciec. Akceptuję połączenie i tłumaczę szybko, że Zayn jest w łazience i zostawił telefon.
-Przekaż mu, że Ana się wybudziła. To niesamowite. Jest w kiepskim stanie fizycznym, ale za niedługo wróci do zdrowia, a pod koniec sierpnia będzie już z nami. Będziecie naszą trójką przekochanych dzieci. Nie mogę się doczekać, aż się poznacie.
-Bardzo się cieszę i pewnie, że przekażę.
-Muszę kończyć, ale powiedz Zaynowi, że będziemy koło 3 w nocy.
-Dobrze.
Kończymy rozmowę, a ja szukam na parkiecie przyjaciela. Widząc ich dalszą "pracę", niechętnie podchodzę do nich. Swoją drogą ciekawe, czy w moim wykonaniu także to tak wygląda dla innych. Szturcham lekko kumpla, który wkurzony przerywa i spogląda na mnie wrogo. Śmieję się cicho i przekazuję mu dobre wieści.
-Naprawdę nie mogłeś poczekać z tą wiadomością? - pyta zdenerwowany.
-Myślałem, że twoja przyszła siostra trochę bardziej cię interesuje.
-Mam ochotę przelecieć tą małą więc w tym momencie nie mam zamiaru gadać o lasce, której nie znam.
-Jak zniszczyłem twoje marzenia o cudownej pod każdym względem siostrze, to się wkurzyłeś na mnie, a gdy mówię ci, że wybudziła się ze śpiączki, to masz to w dupie. Pieprz się, Zayn.
-No właśnie zamierzam z tamtą laską więc zejdź mi z oczu.
Wkurzony wychodzę z klubu. Wiedz tu człowieku, czego on chce. Dzwonię po taksówkę i wracam do domu. Wchodzę do środka i siadam na kanapie wykończony wściekłością na bruneta...



Anastasia


Wybudziłam się. Przywitali mnie lekarze i okropne zmęczenie. To śmieszne, żeby spać tyle czasu i obudzić się zmęczonym. Zapamiętać: "wycieczka w zaświaty wykańcza". Rodzice.. Właściwie to oni podjęli decyzję za mnie. Czuję ich obecność nawet w tej chwili. To cudowne uczucie, nareszcie odczuwać spokój. Widząc nową rodzinę uśmiecham się lekko i wypowiadam kilka słów:
-Cieszę się, że z wami zamieszkam.

"Spójrz w lustro.. Co widzisz? Ja ci powiem, co powinnaś.. Powinnaś widzieć dziewczynę, przed którą świat stoi otworem, która nie boi się walczyć o swoje pragnienia, i która każdego dnia smaruje chleb marzeniami.. Twoim odbiciem powinien być ktoś kto się nie poddaję, dla kogo słowa: "nie da się", to tylko: "wymaga więcej czasu".. Uwierz, ten obraz zmarnowanego człowieka, nie powinien być Tobą..."

~~~~~~~~~~~~~~~~


Witajcie Słoneczka moje kochane;* Jak się wam podoba rozdział? Wiem, że trochę dużo z tą muzyką zachodu, ale chciałam, aby dopełniła całości..;/ W zeszłym tygodniu nie dodałam rozdziału i nie komentowałam waszych.. Przepraszam, ale miałam konkurs, a potem duuużo na głowie i niestety tak wyszło;/ Mam nadzieję, że mi wybaczycie i nie będziecie złe.. Możliwe, że w weekend pojawi się kolejny rozdział, aby wam to wynagrodzić;* Kocham Was i dziękuję za cudowne komentarze !! <3
Tagi: 3
20.03.2015 o godz. 20:04


Zayn


-Stary, będę miał siostrę.
-Trzeba to opić. - śmieje się Justin.
-Już się nie mogę doczekać. Będę ją zabierał na imprezy i...
-Ej, chwila. Zanim ona będzie w naszym wieku, to my będziemy po trzydziestce.
-O czym ty gadasz?
-No wiesz, taka natura, ludzie się rodzą i dorastają.
-My ją adoptujemy. Jest w naszym wieku.
-Trzeba było tak od razu. Ale i tak się nie nastawiaj na wiele. Może jest brzydka i kujonowata?
-A może jest ładna i szalona?
-Widziałeś ją?
-Nie.
-No właśnie.
Zniechęcony dalszą rozmową z przyjacielem, biorę piwo z baru i wypijam kilka łyków. Nie ma to jak liczyć na kumpla, który spieprza nastrój i po chwili idzie do jakiejś panny, żeby ją zaliczyć. Dopijam piwo i wychodzę. Justin po jakiejś godzinie wysyła mi sms, gdzie jestem, ale nie odpisuję mu i kładę się spać...

Anastasia


Czuję się coraz gorzej. Wszystko mnie boli. Wspomnienia wracają. Nie potrafię sobie z tym poradzić. W nocy kolejny raz budzę się z krzykiem. Płacząc wtulam się w poduszkę. Chcę mieć tylko rodzinę. Chcę, aby rodzice żyli. Spoglądam na kartkę i ołówek leżący na półce. Biorę go gwałtownie do ręki i zapisuję jedno słowo, które ma odmienić moje życie: "TAK". Chcę wstać, ale kręci mi się w głowie. Tym razem nie przechodzi więc ostatkami sił naciskam dzwonek połączony z pokojem pielęgniarek. Upadam na podłogę i już nic nie istnieje wokół mnie...

Justin


Może faktycznie potraktowałem go zbyt ostro, ale przecież tylko uświadomiłem mu, że ona wcale nie musi być ideałem. W sumie sam nie chciałbym, aby taka była, bo jakoś nie marzy mi się zakochiwanie, tylko po to, aby ją zaliczyć. Czy on mógłby chociaż raz pomyśleć realnie? Wchodzę do swojego domu. Ojca znowu nie ma. Jest na jakimś wyjeździe służbowym i pieprzy swoją sekretarkę. Musiałbym być idiotą, żeby o tym nie wiedzieć. Matki nie mam więc nie musi się przejmować, że ją zrani. To znaczy.. Gdzieś jest, ale po co zawracać sobie głowę kimś, kto zostawił nas, bo jest zwyczajną dziwką. Przewracam oczami na samo wspomnienie, gdy płakałem w swoim pokoju prosząc Boga, aby wróciła. Jak mogłem być taki głupi? Biorę z lodówki piwo i siadam na kanapie włączając telewizor. Jak zwykle nie ma nic ciekawego. Po cholerę stworzyli takie coś, gdzie nic nie leci. Człowiek wpatruje się w ten ekran bez sensu. Mimo to siedzę i przeglądam wszystkie programy znudzony. W końcu kończę piwo i wyłączam urządzenie. Wchodzę do sypialni i dochodzę do jednego wniosku - pora zacząć być przyjacielem i udawać, że to będzie niezła laska...

Scarlett


Stoję na balkonie znowu ze łzami w oczach. Zapalam kolejnego papierosa wierząc, że może ukoić mój ból. Jak mogłam być taka głupia? Jak mogłam tyle wypić i dać się przelecieć mu wierząc, że nie będę jego panną na jedną noc? Jak mogłam się w nim zakochać? Tak bardzo chciałabym cofnąć czas albo wyjechać i nie musieć już oglądać jego cwaniackiego uśmiechu. Przecież nie chciałam z nim iść do tego pieprzonego łóżka. Jedna impreza, a odmieniła całe moje życie...

Zayn


Budzę się o świcie. Biorę szybki prysznic, a następnie zakładam bieliznę, białą koszulkę z nadrukiem i czarne jeansowe rurki. Układam starannie włosy i schodzę na dół, ale to co tam zastaję, całkowicie wybija mnie z dobrego nastroju. Moja mama zapłakana siedzi na kanapie, a tata ją obejmuje. Zważając na to, że tata jest jeszcze w domu, wiem, że to na pewno nie jest jakaś błahostka.
-Co się stało? - pytam podchodząc do nich.
-Ana... - szepce mama i zaczyna jeszcze bardziej płakać.
-Ana jest w śpiączce. - odpowiada mi tata.
Spoglądam na nich zszokowany. Podchodzę do mamy i ją przytulam, a ta ściska mnie mocno. Głaszczę jej plecy wiedząc, że ją to uspakaja. Tata robi kawę i proponuje, żeby razem z mamą pojechali do dziewczyny. Zostaję w domu, bo i tak niewielka szansa byłaby na to, aby mnie tam wpuścili. Po wyjściu rodziców, kładę się na kanapie. Nastawiłem się na to, że będę miał siostrę, a teraz ona zapada w śpiączkę. To chyba jakiś chory żart...


~~~~~~~~~~~~~~


Cześć Skarby !! ;* Dziękuję za wszystkie dobre słowa w komentarzach oraz te w wiadomościach prywatnych:) Cieszę się, że was tak bardzo zaciekawiłam i mam nadzieję, że was nie zawiodę;** Który z bohaterów was zaciekawił najbardziej po dzisiejszym rozdziale? ^^ Pozdrawiam <33
Tagi: 2
08.03.2015 o godz. 10:44


Zayn


Mama zwołuje naradę rodziną. To śmieszne, bo nigdy czegoś takiego nie mieliśmy. Niechętnie zwlekam się z łóżka zostawiając słuchawki, z których płynie głośna muzyka. Nie zawracając sobie głowy wyłączeniem jej, ruszam do salonu. Siadam na fotelu opierając nogi o stolik. Jednak, kiedy widzę wzrok mamy pełen wyrzutu, szybko opuszczam je na ziemię. Na jej twarzy zagaszcza uśmiech wdzięczności i siada na drugim fotelu. Tata zajmuje miejsce na kanapie i po jego spojrzeniu jestem niemal pewny, że narada rodzinna została zwołana tylko po to, aby to mi przekazać wieści, o których oni rozmawiali już dużo wcześniej.
-Co znowu zrobiłem? - pytam niechętnie układając się wygodniej na fotelu.
-Nic, a przynajmniej jeszcze tego nie wiemy, ale jeśli chcesz nam coś powiedzieć, to śmiało. - mówi tata ze śmiechem przyzwyczajony do moich wybryków.
-Chyba nic, ale jeśli wpadniemy na coś z Justinem, to na pewno jakiś nauczyciel lub ewentualnie policja wam przekaże.
-Lepiej nie. Chcieliśmy porozmawiać z tobą na temat Anastasii Collins. - przerywa nam mama z niepokojem w głosie.
-A kto to jest?
-Dziewczyna, którą spotkałam, kiedy byłam na szkoleniu w Los Angeles. Opowiadałam wam o niej.
-To ta ze szpitala?
-Tak.
-Co z nią?
-Powoli wraca do normalności, ale lekarze boją się umieścić ją w domu dziecka ze względu na jej psychikę. Ma też niewielkie szanse na adopcję ze względu na stan zdrowia i przede wszystkim wiek. I właśnie chcieliśmy cię zapytać, co byś powiedział na to, aby zamieszkała z nami jako twoja siostra?
-Chcecie ją adoptować?
-Tak, jeśli oczywiście się zgodzisz.
W ten oto sposób zostałem bratem Any. Nigdy w życiu jej nie spotkałem, ale nie mam też nic przeciwko jej zamieszkaniu tutaj. Zawsze chciałem mieć siostrę. W końcu z jedną dziewczyną będzie można normalnie pogadać i nikt z mojego otoczenia nie będzie jej traktował jak laskę do przelecenia. Obowiązuje nas w końcu kodeks przyjaźni. To dziecinne, wiem, ale mając kumpli, którzy uwielbiają seks i imprezy, jest to przydatne. Jedna z zasad jest prosta - nigdy nie potraktujesz siostry kumpla jak innych lasek. Jedyną możliwością spania z nią jest zakochanie się w niej z wzajemnością, co u nas raczej nie jest możliwe. W końcu chcemy pojechać do Miasta Grzechu - Las Vegas więc miłość nie jest dla nas...

Anastasia


Kolejny dzień w tych samych czterech ścianach. Jestem już przyzwyczajona do kawowych ścian, białego sufitu i drewnianej podłogi, choć nie jestem do końca pewna, czy na pewno jest z drewna. Wiem, że po prawej stronie w kącie stoi kwiatek. Z drugiej strony jest drewniane biurko z krzesłem. Na ścianie wisi brązowy zegar odliczający kolejne sekundy mojego marnego życia. Obok drzwi mieści się włącznik światła, a nad łóżkiem duże okno, które jest przeważnie zasłonięte. Nie, nie jestem w swoim pokoju. To szpital. Pokój specjalnie przeznaczony dla mnie. Dla osoby, której psychika siadła. Skulam się na łóżku i staram się przespać kolejne godziny, aby tylko jak najszybciej minął czas do śmierci. Nie mam już nic. Nie mam rodziny. Nie mam własnej godności. Nie mam niczego, co mogłoby trzymać mnie przy życiu. Jaka jest moja historia? Bardzo prosta i wręcz niewiarygodna. Zostałam zgwałcona kilka miesięcy temu i w ciężkim stanie trafiłam do szpitala. Przypadkiem dowiedziałam się, że tego samego dnia zginęli moi rodzice w wypadku samochodowym. Nie pamiętałam, co działo się ze mną później. Od kilku dni jestem świadoma tego co się dzieje i co mnie otacza. Pani psycholog mówi, że robię postępy, choć ostatnią rozmowę jaką z nią przeprowadziłam, była ta zanim dowiedziałam się o śmierci rodziców. Być może odzyskanie świadomości przeze mnie było dla niej widoczne. Nie wiem i jakoś nie specjalnie mnie to obchodzi. Nagle drzwi się otwierają. Jest za wcześnie na obiad i wizytę lekarską. Spoglądam w tamtym kierunku nie mówiąc ani słowa. To bez znaczenia, kto to, ale ciekawość bierze górę. Do pomieszczenia wchodzi niska kobieta ubrana w ciemne jeansy, białą koszulę i czarne buty na obcasie - pani psycholog. Zawsze wygląda elegancko, choć niewiele pamiętam z jej wizyt tutaj. Czasami przesiadywała tu i opowiadała jakieś historie wiedząc, że i tak jej nie odpowiem. Po prostu chciała być.
-Witaj Ana. Mam dla ciebie cudowne wieści. Pamiętasz tą kobietę, która przyjechała tutaj na szkolenie? Spędzała z tobą bardzo dużo czasu i opowiadała ci o swojej rodzinie, przygodach, pracy i innych rzeczach. Ma dla ciebie propozycję. Chciałaby, abyś zamieszkała z jej rodziną w Malibu. Myślę, że możesz zacząć tam od nowa. Zastanów się nad tym. Zostawiam ci kartkę i ołówek. Jeśli będziesz gotowa dać odpowiedź, to zapisz ją, a my zajmiemy się wszelkimi formalnościami lub nie.
Zacząć od nowa... To jest wiadomość, która po raz pierwszy wzbudza we mnie nadzieję na lepsze jutro...

~~~~~~~~~~~~~~


Witajcie Kochane;* Obiecałam więc dodaję pierwszy rozdział:) Mi się nawet podoba, o dziwo o.O ;D Tak zaczynamy historię naszej głównej bohaterki - Anastasii.. Dziękuję za wszystkie komentarze;> Jesteście cudowne !! <3 I cieszę się, że wyraziłyście swoje opinie na temat, który zaczęłam.. Miło wiedzieć, że wy także się z tym spotkałyście i macie podobne zdanie =) Może częściej wam będę podsuwała jakieś tematy ^^ ;p Dajcie znać, kto czyta i kto chciałby być powiadamiany oraz w jaki sposób chcecie być powiadamiane;* Myślałam o założeniu jakiejś stronki np. na fb albo gdzieś, żeby w łatwy sposób się z wami kontaktować, a może nawet pogadać na różne tematy.. Co wy na to? Czekam na Wasze pomysły i opinie na temat rozdziału oczywiście;** Kocham Was !! A na koniec zdjęcie, które skojarzyło mi się z Aną i myślę, że to świetnie oddaje jej uczucia..

swiatlo-i-cien-cz1-architektura-26452-large.jpg
Tagi: 1
28.02.2015 o godz. 20:37
Ludzie starsi od nas często podkreślają, że przeżyli więcej, a my musimy jeszcze się wiele nauczyć. Bagatelizują nasze problemy i uważają je za drobnostki. Nie rozumieją, ile cierpienia nas to często kosztuje. Nie wiedzą, że być może wcale nie przeżyli, aż tyle, co ci młodzi ludzie. Czują się mądrzejsi i lepsi. Oczekują z naszej strony uznania. Jednak to egoistyczne patrzenie na świat. Niech każdy kto to przeczyta, zastanowi się zanim powie coś takiego komuś. Nie wiesz, co przeżyła ta druga osoba. Nie znasz jej. Choćbyś żył z nią całe życie, nigdy nie będziesz wiedzieć o niej wszystkiego. Dla ciebie śmierć małej bezbronnej myszki może być niczym, a dla kogoś to może być śmierć przyjaciela. Nie patrz na innych z góry. Nie oceniaj. Nie bagatelizuj ich przeżyć. Żyj własnym życiem. Wspieraj innych, jeśli jesteś w stanie. I nie bądź egoistą. Nazywam się Anastasia Collins, a to moja historia...



~~~~~~~~~~~~


Hej Misiaki;* Dziękuję za wszystkie komentarze !! ;) Jesteście przekochane i cieszę się, że wierzycie we mnie <3 Dodaję prolog, który raczej niewiele mówi, ale nie martwcie się, już w sobotę pierwszy rozdział =) Przez ten prolog zastanawiałam się sporo nad tym, dlaczego młodzi są uznawani za niedoświadczonych życiowo.. Stwierdziłam, że to chyba tylko i wyłącznie przez to, że żyjemy krócej na tym świecie i większość ze starszych osób nie dopuszcza do siebie, że będąc młodym też można przeżyć sporo.. A wy co myślicie? Wzięło mnie na refleksje o.O ;D Nie ma to jak myśleć o takich rzeczach, gdy dochodzi północ, a następnego dnia trzeba wstać do szkoły;P Pozdrawiam <33
Tagi: prolog
25.02.2015 o godz. 23:39
Hej:) A więc podjęłam pewną decyzję. Tamto opowiadanie zostaje przerwane na dzień dzisiejszy. Zaczynam nową historię, ale myślę, że po przemyśleniu sobie wszystkiego przez ten czas, na pewno spróbuję wrócić kiedyś do tamtej historii. Może nawet po ukończeniu tego nowego opowiadania. Zobaczymy;> Myślałam też nad nową historią i mam już nawet pewien pomysł, a nawet pierwszy rozdział gotowy. Jestem mega ciekawa, czy się wam spodoba;*



BOHATEROWIE


Anastasia Collins
" Właśnie wstał nowy dzień .. Musnął po twarzy promykiem słońca .. Życie jest piękne - to tylko złudzenie .. Przyniósł cierpienie .. Kolejny dzień bólu .. Potoki łez .. Tak chcesz żyć .. ? "

Zayn Malik
" Mo­je wy­bory - zaz­wyczaj złe, ale cho­ciaż ładne .. "

Scarlett Brown
" Poranna kawa i papieros na balkonie w szortach i za dużej koszulce – idealne rozpoczęcie dnia .. "

Justin Bieber
" Nie musisz pytać czy jestem pojebany, ten fakt jest już stwierdzony .. "

Tagi: bohaterowie
22.02.2015 o godz. 15:03
Hej Skarby;* Em, zabijecie mnie.. Nie odzywałam się długo, ale po prostu cokolwiek napisałam, to czułam, że jest to beznadziejne.. Nie wiedziałam, co się stało, ale teraz chyba już do tego doszłam.. Gdzieś po drodze spieprzyłam to opowiadanie.. Nie tak miało być.. To co planowałam na przyszłość, jakoś teraz nie pasuje do tego, co się wydarzyło.. Mogę dokończyć to opowiadanie, ale jestem zagubiona i nie wiem, co napisać dalej na tą porę.. Więc pomyślałam o napisaniu innej historii w zamian za to.. Co myślicie? Przepraszam Was bardzo bardzo mocno ;(
Tagi: Info
21.02.2015 o godz. 18:48
Budzę się czując się nareszcie dużo lepiej. Wszystkie ubrania, które nosiłam podczas choroby wrzucam do pralki, a sama biorę prysznic. Ubieram się i wykonuję lekki makijaż. Spryskuję efekt ulubionymi perfumami i opuszczam łazienkę z wielkim uśmiechem. Nie wiem czemu jestem szczęśliwa, ale nie chcę tego rujnować. Na szafce znajduję leki, sok pomarańczowy i małą karteczkę.
"Muszę coś załatwić. Będę koło 15. Gdyby się coś działo, dzwoń. Justin"
Biorę leki i spoglądam na zegar. Dochodzi 12 więc postanawiam zjeść śniadanie i przejść się. Dzisiaj jest wyjątkowo ciepły dzień więc wchodzę do kawiarni i zamawiam sok. Przyglądam się ludziom wchodzącym i wychodzącym z budynku. Wydają się tacy zwyczajni, nie mający żadnych problemów. Jednak każdy je ma, tylko niektórzy lepiej ukrywają to. Wracam do domu. Wchodzę do swojego pokoju i dopiero teraz zwracam uwagę na jeszcze całkiem świeże róże oraz dużego misia. Wykładam kwiaty z wielkiego kosza i wkładam do wazoników, a każdy z nich rozkładam w innym kącie pokoju, a nawet w salonie i w kuchni. Nie sądziłam, że może ich być tak dużo. Przytulam się do misia i wyczuwam w nim delikatny zapach Justina. Uśmiecham się sama nie wiem dlaczego, choć w sumie wiem - bo postanowiłam zrujnować sobie życie. Przewracam oczami i kładę misia na pościelonym łóżku. Schodzę do kuchni. Mając taką kuchnię nie mogę uwierzyć, że Justin je same fast foody i inne szybkie dania. Przeglądam lodówkę i nie znajduję w niej nic godnego zjedzenia. W zamrażarce jednak są pokrojone warzywa i lody. Wykorzystuję to pierwsze do ugotowania zupy jarzynowej, a lody jako deser, który dekoruję w pucharkach polewą czekoladową, bitą śmietaną i listkami mięty. Chowam je do lodówki i nakrywam do stołu. Po raz pierwszy zjemy tutaj razem posiłek. Kto by pomyślał? Śmieję się i spoglądam na zegarek. Justin powinien już być z powrotem. Nagle słychać trzask drzwi. Wchodzę do salonu mając nadzieję, że tam właśnie odnajdę jego osobę.
-Hej. - uśmiecham się ciepło do chłopaka.
-Cześć. Jak się czujesz?
-A nawet dobrze. Zrobiłam obiad. Głodny?
-Pewnie. Dawno nikt nie robił tutaj obiadów.
-Zauważyłam po zaopatrzeniu lodówki. - śmieję się.
Siadamy razem do stołu, a ja nalewam zupy do talerzy. Jemy w ciszy, gdy nagle przerywa ją chłopak.
-Od kiedy nosisz okulary?
-Od bardzo dawna, ale przeważnie używam soczewek.
-Szkoda. Wyglądasz słodko w nich. A te róże skąd?
-Przełożyłam te od ciebie do wazonów, ale nie wszystkie się zmieściły u mnie w pokoju więc postanowiłam zostawić w innych pomieszczeniach. Tak w ogóle, to skąd ty masz tyle wazonów?
-Wyposażenie pełna klasa, co? Kupowałem wszystko co mogło się przydać mi i mojej przyszłej żonie.
-Myślałeś o małżeństwie?
-Co w tym dziwnego?
-Nic. Po prostu nie wyglądasz na osobę, która myśli o założeniu rodziny.
-To skomplikowane. Obiad jest naprawdę pyszny. Dziękuję.
-W lodówce jest deser, jeśli chcesz.
-Jasne.
Przynoszę do jadalni dwa pucharki z lodami. Justin z wielką radością zajada się nimi, a ja mam ochotę się roześmiać widząc to. Nagle chłopak zaczyna mi się przyglądać i nad czymś zastanawiać.
-Pojechałabyś ze mną do Kanady?
-Kanady?
-Taa.. Mam tam jakiś koncert i parę spraw do załatwienia.
-O ile Scooter nie będzie miał nic przeciwko.
-To pakuj się.
-Teraz?
-A na co czekać?

~~~~~~~~~~~~~~~~


Rozdział trochę nudnawy i krótki, ale mam dla was ciekawostkę;D Postanowiłam to opowiadanie podzielić na przynajmniej dwie części, jak na razie;) Więc dla pocieszenia jeszcze trochę takiej większej akcji się pojawi, a nawet trochę więcej niż trochę;p Myślę, że w okolicach 15 rozdziału zakończymy I część, ale żeby przekonać się, czy będzie happy end, to musicie czytać;D ;*
Tagi: 7
18.01.2015 o godz. 13:36


Budzę się czując, że jest mi okropnie gorąco. Winą tego jest chłopak, który tuli mnie do siebie tak mocno, że niemożliwe jest wydostanie się. Staram się go obudzić, ale ten ma twardy sen. Nawet krzyki nie pomagają. Przez chwilę się zastanawiam i stwierdzam, że nie mam nic do stracenia. Całuję go delikatnie w usta i przejeżdżam dłonią w miarę możliwości po jego policzku i szyi. Chłopak zaczyna odwzajemniać pocałunek, a ja odrywam się od niego gwałtownie. Ten otwiera oczy i przygląda się mi zaskoczony.
-Puść mnie.
Justin wykonuje polecenie w ciszy, a ja schodzę z łóżka i wchodzę do łazienki. Wyglądam naprawdę strasznie. Wykonuję poranną toaletę i ogarniam się trochę. Ubieram wcześniej naszykowane rzeczy i opuszczam pomieszczenie. Czuję straszny ból gardła i męczy mnie katar.
-Sel, kładź się. Przyniosę ci śniadanie i leki za chwilę.
-Nie trzeba. Poradzę sobie.
-I znowu będziesz śmiała się nie wiadomo z czego i gadała o jakimś potworze, którego widzisz.
-O czym ty mówisz?
-Miałaś wczoraj wysoką gorączkę i halucynacje. Lekarz powiedział, żebyś leżała w łóżku.
Kładę się na łóżku i staram się przypomnieć sobie cokolwiek z wczorajszej nocy. Jednak na próżno. Zaczyna mnie tylko boleć głowa. Biorę od Justina leki i jem odrobinę śniadania. Nie mam siły teraz na to. Zasypiam wtulona w poduszkę. Kiedy się budzę Justin coś robi na swoim laptopie siedząc na fotelu niedaleko łóżka.
-Nie musisz cały czas przy mnie siedzieć. - mówię cicho.
-Ale chcę. - uśmiecha się - Jak się czujesz?
-Źle. - odpowiadam zgodnie z prawdą.
-Przynieść ci coś?
-Nie trzeba. Po raz pierwszy się dogadujemy dłużej niż kilka godzin.
-Większość tego czasu przespałaś. - śmieje się, ale po chwili poważnieje i podchodzi do mnie - Naprawdę nie chciałem cię zranić. Zależy mi na tobie i jeśli mógłbym to powtórzyć, to nie tknąłbym tego pieprzonego alkoholu.
-Boję się ci wybaczyć. To zaszło za daleko.
-Wiem i nie żądam od ciebie przebaczenia. Zrobię po prostu wszystko, żebyś kiedyś zaufała mi na nowo. - chłopak nachyla się i całuje moje czoło.
Czuję ukłucie w sercu i wzbierające się łzy w oczach. Pochylam głowę w dół. Justin zauważa, że coś jest nie tak i po prostu mnie obejmuje. Nie wiem, o co chodzi. Wszystko było takie proste, kiedy gwiazdorzył, a teraz.. Jest przy mnie. Opiekuje się mną. Żałuje tego co się stało. Chce zdobyć moje zaufanie. Tylko po co to wszystko? Wkrótce bańka pryśnie, a on znowu stanie się dupkiem. Wkrótce też wrócę do domu dziecka. On o mnie zapomni, a ja będę załamana. Wiem, że staranie się czegokolwiek naprawić jest czystym debilizmem, bo ciężko nazwać to inaczej. Będę naiwną idiotką robiąc to. Więc czemu chcę spróbować? Czemu chcę zranić samą siebie?
-Sel...
-Źle się czuję. Przepraszam, ale chcę się przespać. Idź odpocznij, a jakby co, zawołam cię.
-Z twoim głosem? Ledwie mówisz. - odpowiada powątpiewając w moje siły.
-Dobrze, jakby co, będę dzwoniła. - uśmiecham się lekko...

Oczami Justina...


Dziewczyna śpi, a ja opuszczam jej pokój. Biorę szybki prysznic i siadam na łóżku w swoim pokoju. Biorę do ręki gitarę i zeszyt z piosenkami, które ujrzały światło dzienne lub nadal tkwią tutaj i nie pojawią się nigdzie indziej. Brzdąkam trochę na instrumencie, ale jakoś nie potrafię się skupić. Wciąż po głowie chodzi mi brunetka o ślicznych oczach, w których uwielbiam widywać radość, choć to rzadkie. W końcu od początku traktowałem ją gorzej niż najgorszą dziwkę. Do tego ją prawie zgwałciłem. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Nie chcę jej stracić. Wiem, że będzie musiała wrócić do Jacksonville, ale zrobię wszystko, aby tu chciała zostać ze mną. Aby wróciła do mnie. Nie wiem czemu tak mi na niej zależy. Jest inna. Nie zwraca uwagi na kasę, sławę i w ogóle to wszystko. Dla niej mógłbym z tego zrezygnować.. Co ja pieprzę? Przecież to niemożliwe. Nie mogłem się w niej zakochać, prawda? To tylko przyjaciółka. Nigdy nie miałem przyjaciółki. Nigdy też nie miałem dziewczyny, którą bym szczerze kochał. Jednak prawda jest prosta. Nieważne jak bardzo bym chciał, aby była moja, to niemożliwe. Selena mnie nienawidzi. Zraniłem ją wiele razy. Nie chciałem jej pokochać, a to i tak się stało. Jestem idiotą.
"-Patrz. - rozpalona brunetka wskazuje na pustą przestrzeń - Uważa, że jesteś słodki. Zgadzam się z nim. Wszystko masz słodkie. Choć nie wiem czy wszystko. - śmieje się, a ja nie rozumiem, o co jej chodzi.
-O czym ty mówisz? Przecież tu nikogo nie ma.
-Tam stoi. Nie obrażaj go, bo będzie smutny. Potworku przytul się. Ja cię będę kochać. On nie potrafi, ale jest słodki."

Wspomnienie wczorajszej nocy uderza we mnie. Jej słowa palą mnie od środka. Ma rację. Nieważne ile miała stopni gorączki, i że bredziła. Powiedziała prawdę. Nie potrafię kochać. Nigdy nikogo nie kochałem. Choć nie do końca. Kocham mamę, a zostawiłem ją. Straciłem z nią kontakt. To samo zrobiłem z ojcem. Tyle, że on nas zostawił, a mama zawsze była. Pewnie mnie teraz nienawidzi za to wszystko. Sława faktycznie uderzyła mi do głowy. A teraz ratuje mnie Selena.. Nienawidzę tej jej idealności. Czy ona ma jakieś wady? Em.. Skąd ja to mam wiedzieć? Byłem zbyt zapatrzony w siebie. I znowu punkt dla brunetki. Czemu mnie to tak wkurza?
"Bo ma rację" - szepce moja podświadomość.
Na ustach czuję smak jej ust. Cholera, zakochałem się...

~~~~~~~~~~~~~~


Po dość długiej przerwie mamy kolejny rozdział;) Mam nadzieję, że się spodoba. Jest trochę krótki, przepraszam. Może uznacie, że to za szybko się dzieje i teraz będzie tylko słodycz, i koniec opowiadania, ale muszę was zmartwić, że jeszcze trochę was pomęczę, bo mam trochę pomysłów na to opowiadanie. Będziecie czytać, czy już was zanudzam? Jeśli to drugie, to szczerze przepraszam. Dziękuję za wszystkie komentarze;* I trochę spóźnione, ale HAPPY NEW YEAR !! ;D
Tagi: 6
11.01.2015 o godz. 00:05
Budzę się leżąc pod drzwiami. Boli mnie głowa i mam opuchnięte oczy od płaczu, czyli to prawda, a nie tylko sen. Wchodzę do łazienki i spoglądam w lustro. Nigdy nie wyglądałam gorzej. Biorę prysznic i nagle czuję ból. Spoglądam na rękę i widzę ogromnego siniaka w miejscu, w którym Justin ją ściskał. Dotykam go delikatnie, a z moim oczu zaczynają wypływać łzy. Kończę prysznic i się ubieram. Wykonuję makijaż z ogromną starannością, aby zakrył podpuchnięte oczy. Myślę nad tym co powinnam zrobić. Nie chcę siedzieć w tym domu z nim. Tego jestem pewna. Biorę rzeczy i schodzę powoli i bardzo cicho po schodach. Kiedy znajduję się na dole, biorę głęboki wdech. Powoli zmierzam do drzwi wyjściowych.
-Zjedz coś zanim wyjdziesz. - mówi ktoś, a moje serce się zatrzymuje, w końcu znam ten głos.
-Nie chcę. Cześć.
-Sel, co jest?
Chłopak chwyta mnie za rękę, która cholernie zaczyna boleć. Do oczu napływają mi łzy. Wyrywam się mu i wybiegam z domu. Justin coś krzyczy, ale już go nie słyszę. Mijam jego kolegów. Biegnę jeszcze szybciej. Wchodzę do nadjeżdżającego autobusu i odjeżdżam. Nie wiem, gdzie i po co, ale czuję się lepiej i to jest najważniejsze. Dojeżdżam na plażę. Wysiadam z pojazdu i siadam na piasku blisko wody. Po policzkach znowu spływają mi łzy. Nigdy tak się nie bałam. Nigdy nie chciałam sobie odpuścić tak bardzo jak teraz. Chcę wrócić do Jacksonville. Chcę wrócić do bezpieczeństwa.Mijają godziny. Ludzie przychodzą i odchodzą. Wpatruję się w fale. Są potężne. Zawsze chciałam się nauczyć serfować. Jednak to tylko dziecięce marzenie. Nagle czuję krople deszczu na swojej skórze. Coraz więcej i więcej, ale się nie ruszam. Kiedy jednak zaczynam się trząść, postanawiam wrócić. Jednak żaden autobus nie jedzie już, a ja nie mam pojęcia, gdzie jestem. Czy naprawdę muszę prosić swojego wroga o pomoc? Przecież nie poproszę Scootera. Będzie zadawać pytania. Wykręcam znany mi numer. Pierwszy sygnał.. Drugi sygnał..
-Halo? Selena? Gdzie jesteś?
-Mógłbyś po mnie przyjechać, albo chociaż powiedzieć, jak z plaży się mogę dostać do twojego domu?
-Zaraz będę.
Chłopak się rozłącza. Siadam na ławce cała przemoczona. Po jakiś 10 minutach podjeżdża samochód Justina. Przyglądam się mu, ale nie mam siły się ruszyć. Nie chcę tam wsiadać. Nie chcę spędzać z nim nawet jednej sekundy. Blondyn podchodzi do mnie i kuca przy mnie. Patrzy na swoje dłonie.
-Przepraszam. Chłopacy opowiedzieli mi co się stało. Naprawdę nie chciałem tego zrobić. Nigdy bym ci tego nie zrobił. Błagam, wybacz mi.
-Zawieź mnie do swojego domu. - odpowiadam cicho.
Chłopak wstaje. Ściąga kurtkę i mi ją podaje. Wsiadam do pojazdu i patrzę ciągle w okno. Na miejscu nie czekam na niego, tylko po prostu opuszczam samochód i idę do budynku. Wchodząc do niego uderza we mnie fala ciepła. Wbiegam do swojego pokoju. Tam jednak zatrzymuję się zaskoczona. Na łóżku stoi ogromny kosz z różami i kremowy olbrzymi miś. Podchodzę do kwiatów i dotykam karteczki przyczepionej do nich. Otwieram ją.
"Wybacz mi, proszę. Justin"
Rzucam liścik na biurko i ściągam kwiaty oraz miśka z łóżka. Kładę się na nim i zaczynam płakać. W ten sposób zasypiam. Budzę się nad ranem. Mam na sobie już prawie suche ubrania. Boli mnie gardło i mam zatkany nos. No to się urządziłam. Biorę prysznic. Ubieram się w suche rzeczy, a tamte wrzucam do pralki. Czuję się coraz gorzej. Kładę się na łóżku. Jest mi coraz goręcej. Wiercę się i nie mogę zasnąć. Schodzę na dół powoli. Kręci mi się w głowie. Kiedy jestem w kuchni, nalewam sobie do szklanki wody. Podnosząc ją, jeszcze bardziej kręci mi się w głowie i puszczam naczynie, które rozpada się na setki kawałeczków. Kucam i staram się wrócić do normalności.
-Selena, co ci jest? - pyta zaspanym głosem Justin.
-Nic. - odpowiadam.
Próbuję wstać, ale próba ta kończy się niepowodzeniem. Justin bierze mnie na ręce i zanosi do pokoju. Staram się protestować, ale nie mam siły. Kiedy czuję pod sobą łóżko, chłopak przykłada dłoń do mojego czoła. Jest cały rozbudzony i zaniepokojony. To śmieszne, bo jestem dla niego nikim więc to nie może być prawda. Świetny byłby z niego aktor. Zaczynam się śmiać.
-Nie widzę powodu do śmiechu. Masz wysoką gorączkę. - mówi z lekkim wyrzutem.
Idzie do łazienki i po chwili przynosi mokry ręcznik. Kładzie mi go na czole i przykrywa mnie kołdrą. Jednak nie przestaję się śmiać. Nagle za nim pojawia się zielony potworek z kolorowymi dużymi oczami i koszulką z napisem "Justin jest słodki". Uśmiecham się na ten widok.
-Patrz. - mówię wskazując na potworka - Uważa, że jesteś słodki. Zgadzam się z nim. Wszystko masz słodkie. Choć nie wiem czy wszystko. - śmieję się głośno.
-O czym ty mówisz? Przecież tu nikogo nie ma.
-Tam stoi. Nie obrażaj go, bo będzie smutny. Potworku przytul się. Ja cię będę kochać. On nie potrafi, ale jest słodki.
Chcę wstać i przytulić zielone stworzonko. Wyciąga do mnie ręce, ale Justin mnie chwyta i nie pozwala wstać. Wyciąga telefon z kieszeni spodni dresowych. Dopiero teraz zauważam, że nie ma nic na sobie poza nimi. Może temu ten potworek uważa, że jest słodki. Uśmiecham się promiennie, bo rozwikłałam tą trudną zagadkę. Ale chcę przytulić stworzonko. Nie chcę, żeby był smutny. Wstaję i idę do niego. Justin z kimś rozmawia, ale szybko mnie chwyta. Wpadam na niego i ląduję mu na kolanach. Chłopak trzyma mnie mocno więc nie mogę się wydostać. Smutno mi z powodu potworka. Udaję obrażoną, a Justin uśmiecha się lekko. W końcu kończy rozmowę.
-Zaraz przyjedzie lekarz. - mówi spokojnie.
-Po co lekarz? Jesteś chory? Potworku, trzeba się nim zaopiekować. Hm.. Nie możesz się nazywać potworkiem. Będziesz Szympansik.
-Nazwałaś potwora Szympansem? - Justin nie ukrywa już szerokiego uśmiechu.
-Nie Szympans, tylko Szympansik. Przestań go obrażać wreszcie.
-Dobrze dobrze. Kładź się, mała.
-Nie. Ja chcę go przytulić. I to ty jesteś chory więc kładź się.
-Masz gorączkę i masz halucynacje. Musimy zbić ją, bo inaczej coś ci się stanie. Kładź się.
-Ja chcę go przytulić !
-Nie dajesz mi wyboru.
Bierze mnie na ręce i kładzie na łóżku. Opatula mnie kołdrą i daje zimny okład z ręcznika na czoło. Chcę się wyrwać, ale przytrzymuje mnie. W końcu potworek podchodzi, ale zmienia się. Staję się czarny i wściekły. Zaczynam krzyczeć, a chłopak przytula mnie.
-Ciii. To jest tylko halucynacja. Jestem przy tobie.
-On jest zły. - mówię przerażona.
-Jestem tutaj.
Kładzie się obok mnie i przytula do siebie. Blondyn opowiada mi jakieś historie, a ja zasypiam. Budzi mnie lekarz, ale jestem cała spocona i czuję się okropnie. Nie widzę już żadnych potworów, ale nie mam na nic siły. Lekarz mnie bada i daje Justinowi jakieś lekarstwa dla mnie. Chłopak znika na moment. Wraca z herbatą z miodem i tabletkami. Pomaga mi je wziąć. Nie mam siły się do niego odzywać. Wtulam się w niego i zasypiam...

~~~~~~~~~~~~~~~~

Chciałam wprowadzić z okazji świąt trochę pozytywnych kontaktów między tą parkę;p Temu pojawił się potworek;D Czasami się zastanawiam, jak bardzo jestem dziwna, że wymyślam takie rzeczy;P Jednak pamiętajcie, że Selena jest chora, a Justin mocno ją zranił. Jak myślicie, czy ta choroba cokolwiek zmieni między nimi? A może będzie jak wcześniej...
Tagi: 5
25.12.2014 o godz. 17:50
Hej Słoneczka;* Chciałabym Wam życzyć w te piękne Święta Bożego Narodzenia dużo zdrowia, radości bez ograniczeń, uśmiechu na co dzień, spokojnych i szczęśliwych oraz pełnych miłości chwil spędzonych w rodzinnym gronie, wymarzonych prezentów pod choinką, smacznej i sycącej kolacji wigilijnej oraz wesołej Pasterki;* Tego wszystkiego oraz spełnienia najskrytszych marzeń życzy Wam autorka między innymi tego oto bloga ;D Wesołych Świąt Kochane moje;* <3

95802_pies_kot_czerwone_czapki.jpg
Tagi: info
24.12.2014 o godz. 16:41
Chciałabym Was zaprosić na nowego bloga: mydilemma.bloblo.pl :) Mam nadzieję, że się spodoba;* Kocham Was <3
Tagi: informacja
21.12.2014 o godz. 16:08
Kolejne dni mijają bezproblemowo. Justin pojechał koncertować. W tym czasie nagrałam teledysk, jednak na razie nie chcę go ujawniać. Scooter mnie nie rozumie. Nie rozumie, że nie marzę o sławie, zwłaszcza takiej, którą mam zdobyć przez Justina. Menadżer chłopaka postanawia dać mi trochę wolnego, żebym się nie wykończyła przez nich. Siedzę właśnie w pokoju muzycznym Justina i gram na pianinie. Spędzam tutaj sporo czasu. W sumie to nie mam co robić. Nie znam tu nawet zbytnio nikogo, a nie mam ochoty spotykać się z kolegami Justina. W tym momencie zaczyna mi trochę brakować tego rozpuszczonego gwiazdorka. Jest taki skomplikowany. Nigdy nie wiem, czego się mogę po nim spodziewać. Idę do kuchni i sporządzam gorącą czekoladę. Siadam na parapecie w salonie i popijając ją przyglądam się przechodniom. Tak wiele się zmieniło ostatnio. Jeszcze niedawno mieszkałam w domu dziecka, a teraz? Chyba w najdroższej rezydencji w Miami. Oczywiście będę musiała wkrótce wrócić, ale na tą chwilę, staram się o tym nie myśleć. Bo tak serio, skąd mam wiedzieć, co będzie potem? Czy naprawdę z wielką chęcią opuszczę Miami? Przecież pomimo konfliktów z Justinem jestem tutaj całkiem szczęśliwa. Eh.. Wykończy mnie to myślenie. Ogarniam się trochę i wychodzę z domu. Idę przed siebie w bliżej nieokreślonym kierunku. Tak szczerze to nie miałam jeszcze okazji zwiedzić tego miasta. Przechadzam się ulicami i przyglądam się budynkom, ludziom, a nawet roślinom. Wszystko wydaje się być takie obce. Czy następnym razem, kiedy będę się tak przechadza, będzie inaczej? Zrezygnowana wzruszam ramionami i powolnym krokiem wracam do rezydencji. Przed nią zatrzymuję się na chwilę i przyglądam się ogromnemu budynkowi. Wydaje się taki obcy. Czy na pewno jestem w dobrym miejscu? Może są tu dwie takie same budowle? Nie, to niemożliwe. Przecież okolica jest taka sama. Wchodzę do środka trochę zaskoczona tym, że klucze faktycznie pasują. Jestem idiotką. Kieruję się w stronę swojego pokoju. Wydaje się najprzytulniejszy z całego domu. Pewnie temu, że spędzam tu najwięcej czasu. Naprawdę powinnam przestać myśleć..

Trzy dni później...


Dzisiaj wraca Justin. Szczerze? Nie mogę się doczekać. Naprawdę. Sama jestem w szoku. Po prostu chyba za bardzo wynudziłam się sama. Prosiłam nawet Scootera, abym mogła mu pomóc, albo cokolwiek porobić, ale niestety nie miał dla mnie czasu. Tak więc pozostało mi czekać na przystojnego blondyna. O czym ja myślę? Przecież on nie jest przystojny. No dobra może jest, ale to nie oznacza, że mam myśleć o nim jak zauroczona fanka. Potrząsam lekko głową chcąc odgonić wstrętne myśli. Siadam na kanapie i zaczynam czytać książkę, aby zająć swój umysł. Lektura wciąga, ale kiedy nadchodzi jej koniec, a na zegarze wybija 23, znowu czuję się cholernie samotna. Przecież to logiczne, że pojechał do kumpli. Co ja sobie myślę, że przyleci na skrzydłach i zacznie mnie wkurzać? To, aż śmieszne. Odkładam książkę na jedną z półek biblioteczki i przechodzę do salonu, a tam staję jak wryta. To chyba jakiś kiepski żart. Ogłuchłam, czy coś nie tak z moim wzrokiem? Na kanapie siedzi Justin z kolegami. Jedni grają w jakąś grę, inni palą papierosy, a reszta pije, w tym także chłopak. Spoglądam na niego lekko zdezorientowana. Postanawiam jednak nie rozmawiać z nim, gdy jest pod wpływem alkoholu więc ruszam do swojej sypialni. Kiedy znajduję się przy schodach, słyszę jego wołanie. Zaciskam zęby wykrzywiając delikatnie usta, jak zawsze, gdy coś mi się nie udaje. Następnie odwracam się i przyglądam się chłopakowi, który podchodzi do mnie chwiejnym krokiem.
-Nie przywitasz się ze mną? - pyta.
-Cześć. - odpowiadam i staram się wycofać.
-Tylko tyle? A gdzie, że tęskniłaś za mną? Gdzie rzucenie w ramiona i pełno pocałunków?
-Nie tęskniłam i nie jesteś moim chłopakiem, żebym cię ściskała i całowała. - mówię oschle.
-Masz dach nad głową dzięki mnie, sieroto. Bądź trochę bardziej wdzięczna.
Czuję ucisk w sercu. Zabolało. Nikt nigdy nie nazywał mnie sierotą. Zawsze starałam się to ukrywać, choć wiedziałam, że wokół mnie wszyscy to wiedzą. Jednak nikt nie ranił mnie przez to w ten sposób, w który on to robi w tej chwili. W oczach wzbierają mi się łzy. Chcę stąd iść. Chcę być sama. Lecz, gdy staram się uciec, Justin łapie mnie mocno i przyciąga do siebie. Nie sądziłam, że pijany człowiek może być tak silny. Ręka zaczyna mocno boleć. Skupiona na tym, nie zauważam, że chłopak zbliża swoje usta do moich. Całuje mnie mocno, a ja staram się mu wyrwać. Ale to nic nie daje. Rozrywa mi bluzkę i jeździ dłońmi po moim ciele, nie pozwalając mi się wyrwać. Nagle ktoś go odpycha ode mnie i uderza. To David.
-Zamknij się w pokoju. - mówi do mnie cicho.
Kiwam głową i biegnę po schodach na górę. Zamykam drzwi i siadam pod nimi. Zaczynam jeszcze bardziej płakać. To nie może być prawda. On nie mógł tego zrobić. Mógł się ze mną pokłócić. Mógł do nazywać mi do najgorszych. Ale nie mógł próbować mnie zgwałcić...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Czytając Wasze komentarze postanowiłam spróbować spowolnić akcję. Długo nic nie dodawałam, ale sama nie wiedziałam zbytnio co powinno się znaleźć w tym rozdziale. W ten sposób rozdzieliłam jeden rozdział na kilka. Mam nadzieję, że będziecie zadowolone;* Chcę napisać też nowe opowiadanie innego typu niż dotychczas. Spróbować. Jednak na bloblo mam problemy z utworzeniem nowego bloga, ale poczekam jeszcze na dotarcie maila aktywującego;p Nie jestem pewna, czy powinnam pisać coś nowego, ale ostatnio wciąż myślę o tym samym. Co o tym myślicie? Chciałybyście przeczytać historię nie o Justinie i znanych ludziach tylko o zwykłych niezwykłych ludziach, jeśli można to tak nazwać..?

Tagi: 4
19.12.2014 o godz. 23:31
fall-in-love
I'm still here..
O mnie: Niepotrzebna nikomu wiedza;p
statystyki
sekcja użytkownika
I cieszyłam się jak dziecko, kiedy podarowałeś mi swoją ulubioną bluzę. Kiedy pozwoliłeś, abym wytarła w jej rękaw swoje łzy wymieszane z czarnym tuszem do rzęs i otuliłeś nią moje ramiona. Kiedy to Twój toksyczny zapach obalał moje ciało, a ja czułam się jak w niebie. Kiedy nawet, gdy Cię nie widziałam, jakaś namiastka Twojej osoby obejmowała mnie w pół i wpajała nieopisaną radość i wewnętrzne ciepło, którego nikt, ani nic nie było mi w stanie odebrać. Zmieszaliśmy nasze wyobraźnie i marzenia, a ja dosypałam do nich szczyptę abstrakcji, tak właśnie powstała nasza miłość, a jej narodziny uważam za najcudowniejszy dzień mojego życia.